Archiwum bloga

czwartek, 5 maja 2016

Rozdział VI / "And I’m going round in circles, going round in circles"


--------------------Charlie--------------------

Dziewczyna spała. Jej ciało leżało nieruchome, a zamknięte powieki pod światłem słonecznym zdawały się być sine.
Zobaczyłem jej dłoń. Ktoś trzymał jej rękę i mówił coś. Zdecydowałem się na przybliżenie i posłuchanie kawałka rozmowy. Jednak mimo wszystko nie mogłem rozpoznać kto siedzi przy spiacej Jessice.
- Masz naprawdę piękne włosy... I do tego tak słodko śpisz... Przepraszam, że ci to mówię, ale jesteś bardzo ładna - po tych słowach nieznajomy puścił rękę dziewczyny i pogłaskał ją po policzku.
Myślałem, że będzie chciał wyjść z pokoju, więc oddaliłem się do swojego. Leżałem ze słuchawkami w uszach. Nawet nie wiem, kiedy to się zdarzyło, że zasnąłem...

'' Every now and again we get that feeling 

And the great big void inside us opens up 
And I really wish that you could help 
But my head is like a carousel
And I’m going round in circles, going round in circles''


---------------------Jessica--------------------

Obudziłam się. Kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem. Pamiętałam tylko, że był ze mną Charlie.
- Charlie! Charlie Joe Lenehan Green!!! - Krzyczałam, aby móc go zobaczyć. Wiedziałam, że nie wolno, ale trzeba czasem łamać zakazy.
-Heej, nie tak oficjalnie - szepnął otwierając drzwi.
Rozejrzał się, czy nikogo nie ma i wszedł do pokoju.
- Wyglądasz jakbyś dopiero co wstał - zaśmiałam się.
- No bo spałem, jest 5:50 - również się zaśmiał - mam nadzieję, że nie obudziłaś nikogo więcej.
- Spokojnie braciszku - odparłam, po czym złapałam go za rękę.
- Widzę masz dziś dobry humor - uśmiechnął się a ja się zaśmiałam.
- Chcę już wstać z łóżka i się rozejrzeć. Nie mam zielonego pojęcia nawet, gdzie właśnie leżę- odparłam.
- Dasz radę jeszcze poleżeć w niewiedzy - puścił mi oczko i wyszedł szybko.
Nie wiedziałam, dlaczego wyszedł. To było dziwne. I nawet nie wiem kiedy oczy ponownie mi się zamknęły i zmorzył mnie sen.

"Don't wake us up 
We’d rather just keep dreaming 
Cause the nightmares in our heads are bad enough 
And I really wish that you could help 
But my head is like a carousel
And I’m going round in circles, going round in circles "

Ja. Charlie. Brooke. I ktoś jeszcze. Jedziemy pewnym busem. Nasza trójka siedzi obok siebie, a kierowca kieruje dość szybko busem. Nagle czuję wielkie ukłucie w sercu, a Charlie patrzy się na mnie jak na demona. Nie mogę ruszyć się z miejsca. Nie mogę mrugać. Nie mogę oddychać. Tylko widzę. I słyszę. Widzę Charliego z przerażonymi oczami a słyszę... Cichy szept. Szept taki, jaki słyszałam już nie raz. Dobrze wiedziałam, kto to. Ale ton tego był jakby nakazujący. Jakby mój zmarły ojciec kazał mi robić co on chce. Próbowałam wyrwać się z uścisku szeptów, ale na próżno...


"S-P-I-R-I-T, spirit
Let's hear it
S-P-I-R-I-T, spirit
Let's hear it"

-Jessica! Wstawaj! - Usłyszałam głos Charliego - Lekarze mówią, że nie musisz już leżeć! Chodź, zabieram cię na lody.
-Dokładniej zabieramy - usłyszałam znajomy głos...
Jednak nie mogłam się dowiedzieć, kogo to był głos, bo drzwi szybko się zamknęły, a ostatnie słowa wypowiedziane już za drzwiami nakazały mi się przygotować. Nie czekałam już dłużej tylko weszłam do łazienki pod prysznic. Kropelki wody zmyły ze mnie wszystkie złe myśli i wspomnienia na tą chwilę. Nie chciałam o niczym myśleć, wspominać... Po prysznicu wytarłam włosy w ręcznik i ubrałam się.

Mokre włosy lekko wysuszyłam i związałam w wysokiego kucyka. Było dość ciepło, by ich nie suszyć tak dokładnie. Umyłam jeszcze zęby i wyszłam z łazienki, łapiąc za torebkę. Spakowałam do niej telefon, portfel i okulary przeciwsłoneczne. Później szybko wyszłam z pokoju. Byłam całkowicie zdezorientowana... Nie wiedziałam, gdzie jestem. Ale postanowiłam, że będę się zachowywać jakby nic się nie stało i jestem u siebie. W kuchni zobaczyłam Charliego.
- To gotowa? Idziemy? - Uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył, a ja kiwnęłam głową - To chodź siostrzyczko - założyliśmy buty i wyszliśmy. Kiedy znaleźliśmy się za drzwiami blondyn spoglądał na telefon. Udawałam, że tego nie widzę, ale było to lekko irytujące. Wyszliśmy poza furtkę i wtedy dopiero zamarłam. Złapałam Charliego za rękę, by nie upaść. Przed furtką stał sobie chłopak.
- Leondre... - Szepnęłam, na tyle głośno, że chłopak usłyszał.
- Tak, to ja - zaśmiał się - Cześć śpiąca królewno - puścił mi oczko, a ja poczułam, że mam łzy w oczach.
Widziałam, że do mnie podchodzi, rozejrzałam się w poszukiwaniu Charliego. Opierał się o furtkę i patrzył w telefon. Westchnęłam i chciałam odwrócić się i odejść, aby nie zobaczył moich łez. W ostatniej sekundzie poczułam, że łapie mnie za rękę.
- Heej, nie bój się - powiedział, a ja nie wytrzymałam i wtuliłam się w niego. Po kilkunastu sekundach puściłam bruneta.
- Przepraszam... - Wyjąkałam nie patrząc się na niego - Po prostu nie potrafię w to do końca uwierzyć...
- W to, że mnie przytuliłaś, czy, że jeszcze nie powiedziałaś, na jakie lody chcesz iść? - Uśmiechnął się - Ja osobiście uwielbiam czekoladowe, ale jeszcze bardziej lubię się przytulać - rozłożył ręce, a ja z uśmiechem go przytuliłam po raz drugi.
- Mogą być śmietankowe- zaśmiałam się wtulona w niego, on również.
- Dobra idziemy na te lody?! - Charlie wyskoczył jak spod ziemi.
- Ymm... Tak, tak... - Powiedziałam trochę zmieszana i oddaliłam się od Leondre.
Nic mnie już chyba nie zaskoczy... Chociaż tego pewna być nie mogę.
Szliśmy w ciszy. Ta cisza była dla mnie trochę krępująca, ale postanowiłam również nic nie mówić. Nie wiedziałam nawet, co mogłabym powiedzieć. W końcu doszliśmy do wielkiego centrum handlowego. Było naprawdę ogromne. Weszliśmy do środka, byłam pod wielkim wrażeniem, jak tutaj ładnie.
- To gdzie najpierw idziemy? - Spytał blondyn.
Na to pytanie jego przyjaciel wskazał dłonią jeden ze sklepów, po czym tam pobiegł. Był to sklep z pluszakami. Były najróżniejsze pluszaki. Małe i wielkie, z kreskówek lub znanych postaci, jak i też inne. Leondre biegał wyszukując różne pluszaki. Zachowywał się jak mały dzieciak, było to trochę zabawne. Po chwili zobaczyłam, że Charlie dołączył się do bruneta i obaj biegali po wielkim sklepie. Ja postanowiłam również się rozejrzeć, ale spokojnie, w przeciwieństwie do tamtej dwójki. Spojrzałam na nich jeszcze raz i lekko się zaśmiałam, a potem zaczęłam przechadzać się pomiędzy półkami wypełnionymi misiami. Nagle zobaczyłam półkę z pluszakami, które musiały mieć około dwóch metrów, jednak naprzeciwko była półka z małymi misiami. Podeszłam do półeczki i od razu chwyciłam jednego pluszaka. Była to maleńka gwiazdka z uśmiechem. Wyglądała bardzo, bardzo słodko. Stojąc tak chwilę zauważyłam chłopców płacących za coś przy kasie. Zostawiłam pluszową gwiazdkę i podeszłam do nich mówiąc, że zaczekam przed sklepem. Usiadłam na ławce, po chwili usłyszałam pewien głos.
- I tak mi nie uciekniesz... Znajdę cię księżniczko...
Słysząc ten szept od razu zerwałam się z ławki i zaczęłam się rozglądać lekko przestraszona. Nikogo nie było. Zobaczyłam tylko wychodzących ze sklepu chłopców. Trzymali jedną torbę.
- Patrz, co udało nam się znaleźć! -  Wykrzyknął Charlie.
- Co myślisz o tym, że obejrzę to, gdy wrócimy do domu? - Spytałam lekko zamyślona.
Chłopak zakiwał głową i ruszyliśmy w stronę kolejnych sklepów. Szliśmy pomiędzy sklepami oglądając różne rzeczy. Minęło tak półtorej godziny. Później usiedliśmy, aby zjeść lody. Zamówiłam sobie lody śmietankowe, Leondre czekoladowe, a Charlie truskawkowe. Nie potrafiłam wyrzucić z myśli tego, co stało się, kiedy siedziałam sama na ławce, ale nie chciałam też nikomu o tym mówić, w końcu Charlie cały czas patrzył na telefon, więc komu innemu mogłabym powiedzieć... Po pewnym czasie byliśmy już w domu. Z radością zapoznałam się z mamą Leo i jego siostrą, są bardzo miłe. Zjedliśmy jedzenie przygotowane przez panią Victorię i każdy udał się do swojego pokoju. Siedziałam na łóżku i po prostu się uśmiechałam, aż nagle do pokoju weszli chłopcy.
-Hej, nie mieliśmy jeszcze okazji ci tego dać - zacząć Leo i wręczył mi torbę ze sklepu z pluszakami. Otworzyłam je, a tam były maskotki obu chłopców
 - dla najlepszej bambino - uśmiechnął się Charlie - dla mojej siostrzyczki - zauważyłam jednak, że jest tam coś jeszcze. Wyjęłam te rzeczy, była to koperta i pluszowa gwiazdka. Po tym kiedy wyjęłam gwiazdkę popatrzyłam się na chłopców. Leondre podszedł i mnie przytulił, a Charlie zaczął śpiewać ''You're my shining star''. To było piękne, po raz kolejny miałam łzy w oczach. Siedzieliśmy tak chwilę, później zaczęliśmy wszyscy we trójkę śpiewać różne piosenki. Charliemu wychodziło to najlepiej, ale było bardzo zabawnie. Czułam się szczęśliwa... Po jakimś czasie Leondre poszedł już pod prysznic, bo strasznie wybrudził się sokiem, który piliśmy ale Charlie wyglądał na zakłopotanego.
- Możemy porozmawiać? - Jego głos brzmiał bardzo przejmująco...


*kilka słów*
Dawno mnie tutaj nie było, przepraszam, ale strasznie dużo rzeczy ostatnio mam na głowie, choroba itd.. Trochę to zajęło, ale powracam i mam nadzieję, że rozdział się podoba. Potrzeba mi trochę motywacji, więc proszę, jeśli czytasz to napisz komentarz, choćby kropkę <3. Na teraz się żegnam i do następnego rozdziału! <3

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział V cz II / "As the days go by the night's on fire"


['' - Proszę cię wyrzuć to, nie możemy się narażać. Wiem, jakie to może być trudne, ale tu chodzi o życie Jess... '']

--------------------Charlie--------------------

Dziewczyna patrzyła się na mnie swoimi dużymi oczami. Jednak nie próbowała pozbyć się naszyjnika, trzymała go mocno w dłoni, a ja stawałem się coraz bardziej zaniepokojony. Odwróciłem wzrok, aby pomyśleć, co możemy zrobić w takiej sytuacji, ale chyba nie jest możliwe, by uniknąć spotkania z jej ojcem. W końcu znowu popatrzyłem na Jessicę.
- Proszę cię, chyba ty też nie chcesz mieć niemiłych spotkań z tatą...
- Ja... Wiem. Wiem, co mam zrobić - była jakby zahipnotyzowana, cały czas się na mnie patrzyła, nawet nie mrugając. Akurat wiedziałem, kogo to mogła być sprawka, więc odsunąłem się troszkę.

"Tell me would you kill to save a life?"

Nagle rzuciła naszyjnik na podłogę i zaczęła go deptać cały czas patrząc mi się w oczy z kamienną twarzą. Czułem jak dreszcze przechodzą po moich plecach. Wiedziałem, że jest tu coś nie tak. Odwróciłem wzrok, który chcąc, nie chcąc skierował się na lusterko kierowcy. Na chwilę zamarłem, ale dość szybko się ocknąłem. Pewnie dlatego, że kierowca zobaczył mnie i zaczął z dość dużej prędkości wolno hamować. Moje ręce zadrżały, a ja szybko złapałem Brooke i wziąłem ją na ręce i Jessicę za jedną rękę. Nastolatka nie była zachwycona i wydawała się, jakby była nieobecna przez kilkanaście minut. Na szczęście zachowywała się już bardziej podobnie do siebie. Podeszliśmy do drzwi busa, które natychmiast otworzyłem. Szum powietrza dawał znak, że nie zdążyliśmy jeszcze bardzo zwolnić, ale też, że mamy coraz mniej czasu do ucieczki.


"Crash, crash, burn, let it all burn
This hurricane's chasing us all underground"


- Czy mogę się dowiedzieć, co ty wyprawiasz?! - Przez szum przebił się krzyk Jessici. Nie było czasu na wyjaśnienia.
- Po prostu skacz na mój znak! - Poczułem, jak moja młodsza siostra próbuje schować się w moich ramionach, puściłem Jessicę i przytuliłem małą - Twój ojciec prowadzi bus!!! - Wykrzyczałem, a jej ręka zacisnęła się mocno na mojej koszuli.
- Skaczmy już!!! - Usłyszałem głos dziewczyny, po czym ona puściła moją rękę i wyskoczyła.
Było za wcześnie na skok. Zbyt duża prędkość...

"Where did you go?"

 Czułem jak nogi uginają się pode mną, ale ścisnąłem mocno Brooke i skoczyłem. Wszystko działo się tak szybko. Zdałem sobie sprawę, że już nie wirujemy w powietrzu, kiedy poczułem wielki kamień wbijający się w moje plecy. Zerwałem się szybko z miejsca i rozmasowałem obolałe plecy, rozglądając się. Brooke siedziała na ziemi, widać było, że nic jej się nie stało. Uśmiechnąłem się i zacząłem szukać wzrokiem Jessici. Zobaczyłem ją leżącą na piasku. Nie ruszała się. Podbiegłem szybko do niej i sprawdziłem puls oraz, czy oddycha. Przeniosłem ją na trawę a jej głowę oparłem o moje nogi. Szybko wykręciłem numer, po czym usłyszałem znajomy głos po drugiej stronie.
- Charlie jeśli mam z tobą zagrać w tą nudną grę to wiedz, że...
- 30 kilometrów od Port Talbot jest pole!!! Tam siedzi dwójka rodzeństwa, a ich siostra cioteczna leży nieprzytomna!!! - Przerwałem krzykiem.
- Dobra, rozumiem. Czekajcie tam! - Po tych słowach głos w słuchawce się urwał, a ja odłożyłem telefon.
Wyjąłem z plecaka chusteczki i zacząłem wycierać kapiącą krew z głowy dziewczyny.

"No matter how many breaths that you took, you still couldn't breathe"

Nim się obejrzałem przede mną stali dwaj panowie ubrani w białe fartuchy, a za nimi stał ambulans. Wzięli Jessicę na noszę, po czym wprowadzili do środka pojazdu. Ja i Brooke również weszliśmy do środka. Robili nam badania, ale o wiele bardziej zajmowali się Jess, w końcu to ona była nieobecna. Nadal leżała iiii... Tylko tyle.

"The prayers that we had prayed were like a drug"

Kiedy minęło już jakieś piętnaście minut ambulans się zatrzymał. Ale dziewczyna nadal leżała, jakby spała i nie zważała na to, co dzieje się wokół niej. Stanąłem na asfalt i zachłysnąłem się świeżym powietrzem. Rozglądałem się, aż w końcu zauważyłem przyjaciela. Leondre stał przed bramą, za nią był chodnik, który prowadził do drzwi wejściowych do domu.
- Dobrze, że zadzwoniłeś Charlie - głos Leo wyrwał mnie z zamyśleń.
- Tak... Dziękuję ci za to... - Odparłem trochę zmęczony, ale też zamyślony.
- Słuchaj, mamy dla was wolne pokoje, co myślisz? - Mimo wszystkiego co się działo widać było uśmiech w jego oczach.
- Musimy porozmawiać - powiedziałem już bardziej stanowczo. Odeszliśmy trochę dalej i zacząłem kontynuować - Wiesz, dlaczego tu jesteśmy? - Leo wyglądał na zdezorientowanego, i to bardzo - To wszystko, że znaleźliśmy się tutaj i na tym polu to sprawka jednej, tej samej osoby.
- No? Kogo? - głos bruneta był przesączony niepokojem.
- Malfoya... - Mówiąc to, spuściłem głowę. Wiedziałem, że Leo wie, o co chodzi. Zawsze mówiłem mu o wszystkim.
- Dobra... No... Mało wiem, co powiedzieć, bo noo... Sam widzisz... Trudno mi to przyswoić do wiadomości, ale teraz musicie tu zostać na dłużej. Serio, poza tym, ta dziewczyna w aucie jeszcze się nie obudziła...
- To moja siostra cioteczna Leo - uśmiechnąłem się.
- Widać, że jest silna i, że się szybko obudzi, to raczej nie śpiączka.
- Miejmy nadzieję - powiedziałem, a potem poszliśmy szykować pokoje.


"No matter how many deaths that I die I will never forget
No matter how many lives that I live I will never regret
There is a fire inside of this heart and a riot about to explode into flames
Where is your God?"


Lekarze wnieśli Jessicę do jej wybranego pokoju i zaczęli dawać jej jakieś leki dożylnie.
 Pomogły. Dziewczyna otworzyła oczy.  Od razu, kiedy usłyszałem jej głos zawołałem lekarzy, a oni znów zaczęli ją badać. Słyszałem, że chyba jest wszystko dobrze, ale lepiej by było, gdyby poleżała kilka dni. Do jej pokoju wchodzić mogła podobno tylko mama Leondre i lekarze. Nikt inny, nawet ja...
Jednak przechodząc kolejny raz obok pokoju nastolatki, usłyszałem głos, którego jeszcze nigdy w tym pokoju nie słyszałem. Jednak był on znajomy. I to bardzo. Postanowiłem uchylić lekko drzwi od pokoju Jess...



**kilka słów**
W tym rozdziale chyba pojawiło się więcej cytatów z piosenki, albo tylko mi się wydaje. I nie wiem, czy nie jest za krótki, ale w końcu to druga część rozdziału, więc myślę, że nie jest tak źle. Mam nadzieję, że ogólnie rozdział się podoba. Cały rozdział jest napisany z perspektywy Charliego. 19.04-jest to wtorek, pojutrze będzie na blogu pewna niespodzianka z powodu moich urodzin. Myślę, że Wam się spodoba.I BARDZO DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE WYŚWIETLENIA! ŁĄCZNA LICZBA WYŚWIETLEŃ WYNOSI PONAD 1000! DOKŁADNIE 1078 NA TEN MOMENT! DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY TO CZYTAJĄ I ZA KOMENTARZE! DZIĘKUJĘ POLCI, LIDCE, MONICE, ANI I WSZYSTKIM! DZIĘKUJĘ TEŻ SANDRZE! <3 MIŁEGO DNIA I JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ! 


niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział V cz. I / "No we don't get down"


[''- Noo ja właśnie grałem z siostrzyczką w grę - słyszałam tylko, jak odpowiada Charlie.
Po jakiejś chwili usiadł obok mnie, patrzył się na mnie z uśmiechem.
- O co chodzi? - Zapytałam.'']

---------------Jessica---------------

Blondyn nic nie odpowiedział tylko głośno westchnął.
-  Mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego tak się na mnie patrzysz?
Niestety znowu odpowiedziała mi cisza. Nie rozumiem, o co może mu chodzić. W momencie, kiedy wydawało mi się, że chłopak chce zacząć rozmowę do pokoju wbiegła Brooke. Była cała zapłakana. Pobiegła do Charliego i przytuliła się do niego mówiąc coś, co przez płacz nie dało się zrozumieć.
- Brooke, nic nie rozumiemy. Spokojnie, nic nie mów teraz - Charlie przytulił ją mocniej i kołysał leciutko.


"And I know, no matter how much colder

Or how much I carry on my shoulder
As long as I'm standing, I'll be closer
Cause it ain't over, 'til it's over"


Siedziałam i wpatrywałam się w nich z bladym uśmiechem. Kiedy Brooke zdała się być spokojniejsza, usiadła między mną a Charliem i wycierając policzki zaczęła mówić.
- Widziałam go - jej głos był ledwo słyszalny, ale oboje to usłyszeliśmy.
- Kogo? - Zapytał chłopak.
- On był na dole... - Dziewczynka zaczęła nerwowo ciągnąć rękawy swojego sweterka patrząc się w podłogę. Mówiła roztrzęsionym głosem. - Był, naprawdę. To, to był wujek Malfoy! - Dziewczynka znowu zaczęła płakać a ja zrobiłam wielkie oczy, później zauważając, że Charlie wygląda podobnie. Płacz Brooke był bardzo głośny, wydawało mi się, że sobie tego nie zmyśliła i, że może to być przeze mnie.
Trwaliśmy w milczeniu. W pewnym momencie Brooke poszła do łazienki w pokoju Charliego a on wstał i podszedł do okna.
- To nie jest możliwe... Nie wiem, co ona znowu wymyśliła - Charlie wydawał być się zaniepokojony.
- Ja jednak myślę, że mogło się tak zdarzyć - odparłam cicho, załamując głowę.
- Sugerujesz, że Brooke mogła zobaczyć twojego tatę? Na pewno się tak nie zdarzyło. Nie mogło... On to obiecał... - Sądząc po jego zachowaniu, miał nie wypowiedzieć na głos ostatniego zdania. Był bardzo, ale to bardzo spięty. Żałowałam wtedy, że wiem tak mało, że nic nie mogę powiedzieć, bo tak naprawdę nie wiem o co może chodzić. Już kolejny raz...
Nim się spostrzegłam Charlie wybiegł z pokoju. Wybiegł tak szybko, że nie dogoniła go Brooke wychodząca właśnie z łazienki. Kiedy dziewczynka znalazła się przy drzwiach, przez które wybiegł przed chwilą jej starszy brat podeszła do mnie i się przytuliła. Po chwili do pokoju wbiegł zdyszany Charlie.
- Nie ma ich - wydyszał zginając się w pół.
- Kogo nie ma? I o co tutaj chodzi? - Zapytałam opanowując strach.
- Nikogo. Ani dziadków, ani naszych mam... - Chłopak podszedł do jednej ze swoich szafek i wyjął kopertę - Jessico, obiecuje, że wyjaśnię ci wszystko, ale przynieś swoją kopertę, masz taką prawda?
Chłopak stał patrząc się na mnie z niepokojem. Nim zdążyłam odpowiedzieć tuż za nim pojawił się mój tata. Nie wyglądał na zadowolonego i gestykulował, abym nic nie mówiła. Z szeroko otwartymi oczami jedynie kiwnęłam zaprzeczająco głową. Zauważył, że czegoś się przestraszyłam i, że patrzę się za niego. Prędko się odwrócił, a tata zniknął.
- Był tam?! - Wyglądało na to, że nie czekał na odpowiedź, choć mała zdążyła to potwierdzić, on kontynuował - Uwierz mi, to jest ważne. Musisz przynieść teraz kopertę, Brooke ty też.
Brooke stała i patrzyła się na niego.
- Ahh, no tak zapomniałem. Choć pójdę z tobą Brooke. - Powiedział i chciał wychodzić, kiedy zauważył, że ja akurat siedzę, ale również wpatruję się w niego. - Ty też Jess? Widocznie on musiał tam za mną stać. Zaczekaj tutaj, zaraz wrócę też z twoją kopertą - Uśmiechnął się niespokojnie.
- Jest pod poduszką! - Krzyknęłam.
Siedziałam na łóżku Charliego patrząc w podłogę. Nie chciałam o niczym myśleć, takie rozwiązanie wydawało się być najtrafniejsze. Po kilku chwilach rodzeństwo weszło do pokoju.
- Okej, a więc mam te trzy koperty w ręce, dopóki nie wyjdziemy stąd. Teraz każdy, bez zbędnych pytań pójdzie się pakować. Bierzecie jakiś plecak z mojej szafy, jeśli macie odpowiednie plecaki u was to spakujcie się w swoje plecaki! Nie mamy czasu do stracenia! - Wziął plecak i zaczął pakować jakieś ubrania. Brooke pobiegła spakować się w swoją torbę. Chciałam o coś zapytać, ale kiedy otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, Charlie mi przerwał.
- Jessica, wszystko ci wyjaśnię w drodze. Weź najpotrzebniejsze rzeczy i pieniądze. - Rzucił mi plecak.
Nic nie mówiąc pobiegłam do pokoju. Spakowałam ubrania, które mogą przydać się najbardziej i małą kosmetyczkę, telefon i ładowarkę. Szybko przebrałam się w ubranie, w którym nie będzie mi ani za ciepło, ani za zimno. Do kieszeni schowałam portfel z oszczędnościami. Wyszłam do przedpokoju i zobaczyłam, że chłopak pakuje rzeczy z lodówki do torby, a Brooke pakuje pieniądze do portfela brata. Dałam jej mój portfel, a ona się lekko uśmiechnęła. Taka mała, a taka mądra i sprytna. Podeszłam do chłopaka i pomogłam mu robić kanapki. Kiedy cały prowiant był gotowy wszyscy wyszli z domu. Charlie wziął klucze, ale go nie zamykał. Trochę dziwne, ale starałam się nie wnikać. Zauważyłam, że chłopak trzymał koperty. Jego ręką trzęsła się. A ja... Ja nie wiem co się dzieje. Po prostu szłam za rękę z małą Brooke, a przed nami niespokojny Charlie prowadził. Każdy na sobie miał plecak, za to on miał również torbę z prowiantem. Kiedy odwracał się spoglądając do tyłu jego oczy były wypełnione strachem, ale też troską. Ich blask raz, po raz zapalał się i gasnął wraz z kolejną dawką stresu. Szliśmy w ciszy. Słychać było jedynie lekkie kroki i szum uliczny. Każda kolejna minuta ciszy prowadziła do kolejnej nutki niepokoju, która stawała się coraz większa. Wszyscy czuliśmy to samo, widziałam to...


"But we don't get down

No we don't get down
We can turn this 'round
And maybe
It's today "


Szliśmy dobrą godzinę, jeśli nie więcej. Zatrzymaliśmy się na przystanku i wszyscy usiedli na ławce. Charlie wykonywał kilka telefonów, po czym wziął wszystkie trzy koperty i je wyrzucił do kosza wcześniej przedzierając je na pół.

--------------------Charlie--------------------

Muszę jej powiedzieć. Prędzej, czy później i tak będę musiał, to w końcu jej tata. Zaczekam na odpowiedni moment. Chociaż... Nie. Nie ma na co czekać, już jest za późno, co mówić jeszcze później. Najpierw musiałem zadzwonić do kilku osób. Zadzwoniłem najpierw do managera, aby go poinformować, żeby nie zapisywał mi i Leo w najbliższym czasie żadnych koncertów. Moje szczęście, że się zgodził. Próbowałem dodzwonić się do mamy Jess i mojej, ale za każdym razem włączała się poczta...


"I could draw you a picture

I could write all my fears
I could read you a scripture of tears"


- Jessica, posłuchaj mnie - powiedziałem szybko.
- No w końcu - westchnęła.
- Musimy być teraz ostrożni. Te koperty były po to, aby twój tata mógł nas zlokalizować. Ale nie zacząłem od początku... - Oparłem głowę o ręce.
- Nie jestem pewna, czy mamy teraz czas. Ja zrozumiem, jeśli kiedyś mi opowiesz więcej i tak po kawałku. Zdecydowanie nie ma czasu na siedzenie i rozmawianie, nasze mamy i babcia i dziadek są... Nie wiadomo gdzie iii... - Jej głos z każdym kolejnym słowem był coraz bardziej niespokojny. Przerwałem jej przytulając ją.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Będzie jak dawniej... - Starałem się uspokoić dziewczynę.
Po chwili podjechał na przystanek bus. Wsiedliśmy do niego.
- Mam nadzieję, że nie masz przy sobie już żadnej rzeczy, otrzymanej od twojego taty? - Spytałem lekko niespokojny - on będzie mógł nas wtedy zlokalizować, a co później się stanie... Wolę nie wiedzieć.
- Ojjj... - Szepnęła i w tym samym czasie wyjęła naszyjnik spod koszulki.


"And could I be your hero or your villain

Uhh, I guess it just depends in whose eyes"


- Proszę cię wyrzuć to, nie możemy się narażać. Wiem, jakie to może być trudne, ale tu chodzi o życie Jess...




**kilka słów**
Jest kolejny rozdział, z opóźnieniem, ale usprawiedliwionym, mam nadzieję tylko, że nic się takiego nie stało. Jest krótszy, ale niestety na tyle dałam radę napisać. Na szczęście zaczęłam już pisać drugą część, więc będzie dłuższa niż ta. Mam nadzieję, że się podoba rozdział. I BARDZO DZIĘKUJE WAM ZA WSZYSTKIE WYŚWIETLENIA, JEST ICH CORAZ WIĘCEJ, BARDZO SIĘ CIESZĘ KOCHANI! <3

niedziela, 27 marca 2016

Relacja z YSoT - Rzeszów


Jeszcze dzień wcześniej czekałam tylko na to, aby dowiedzieć się, czy moje gwiazdki są na miejscu. Ze łzami w oczach myślałam, jak to jest możliwe, ze tam będę? Kiedy już wszystko było pod kontrolą, bo chłopcy już byli z ekipą z Polski zaczęłam płakać. Moje szczęście to był właśnie ten bilet, mogłam posłuchać i zobaczyć te same aniołki, co uratowały mój świat.
 Wyjechaliśmy przed 9 i pojechaliśmy wziąć bilet koleżanki, która nie pojechała, a potem jeszcze po drugą koleżankę (pozdrawiam Julkę), aby pojechała z nami. Myślałam, że nie będę jej znać, bo wiedziałam o niej tylko tyle, że nie ma z kim jechać na koncert a ma m&g. Kiedy ją zobaczyłam to obie zdałyśmy sobie sprawę z tego, że już się widziałyśmy. W samochodzie grały piosenki z płyty chłopców a my co jakiś czas gadałyśmy. Cały czas czułam łzy w oczach i tylko powstrzymywałam się od płaczu wysłuchując się w słowa piosenek. I tak minęła cała podróż. Kiedy byliśmy na miejscu miałam spotkać się z Anią, którą poznałam tak naprawdę przez inną grupę niż grupa Bambinos. Zobaczyłam dziewczyny, które idą, jedna była tak ubrana, jak miała być Ania, Ale bałam się podejść i nie wiedziałam, czy to na pewno ona. Zauważyłam, że niektóre dziewczyny się zbiegły do drzwi, okazało się, że wchodziła Sylwia Przybysz ze swoją siostrą. Byłam tak zdezorientowana, tak to wszystko się szybko działo, że nie zauważyłam nawet Youtuberów. Zaczęłam dzwonić do dziewczyny, której miała odsprzedać jeden bilet. Okazało się, ze nie przyjedzie, więc mieliśmy do sprzedania 2 bilety. Po kilku minutach wzięłam się w garść i zadzwoniłam do Anii. Najpierw nie odebrała, ale za drugim razem już wiedziałam, gdzie jest. Pomijając to, że nie mogłam jej przez chwilę.znaleźć to w końcu ją zobaczyłam. Podeszłam do niej i ją przytuliłam. Zaczęłam płakać... W końcu emocje wzięły górę. Słyszałam tylko jej głos mówiący, żebym nie płakała. Moja koleżanka, z którą jechałam oddała mi telefon, bo nagrała jak się witałyśmy i poszła zająć miejsce. Razem z Anią była też jej koleżanka Kasia, którą kojarzyłam z grupy Bambinos. Dziewczyny chciały pójść coś zjeść a ja pomyślałam, że zostanę i zajmę miejsce. W tym czasie poznałam mega osoby. Kinga, która stała obok mnie kupiła bilet w ten sam dzień, w którym odbywał się koncert. Gadałyśmy ogólnie bardzo długo. Zapoznałam się również z innymi dziewczynami stojąc przed wejściem. Jedną dziewczyna nagle się zorientowała, że ktoś albo jej ukradł bilet, albo jej wypadł. Powiedziałam jej, że mam bilety do sprzedania. Bardzo się ucieszyła i ja byłam za tym, żeby jej po prostu dać ten bilet, bez zapłaty, ale jednak zapłaciła 30 złotych. Kiedy zaczęli nas wpuszczać do środka był duży tłok... Nie było fajnie czuć się przygniecionym do kraty, ale na szczęście wszystko zakończyło się spokojniejszym dalszym wejściem. Jak już wspomniałam wcześniej o Kindze, udało nam się szybko odnaleźć. Miałam razem z nią szatnię. Szukałyśmy długo dobrego miejsca i udało nam się być mniej więcej w 4 rzędzie. Początek trwał długo, bo trzeba było odsuwać się do tyłu i było trochę zamieszania z ochroniarzami, ale później już wszystko się zaczęło.
 Były występy różnych wykonawców. Jeszcze w czasie występu Davida Bulley'a zrobiło mi się duszno i wyszłam na koniec, zważając na to, że mam astmę. Spotkałam moją koleżankę ze szkoły Paulinę (pozdrawiam hihi). Poszłyśmy razem po zdjęcia z Yoczookiem, ale niestety było tam trochę dużo osób i trudno było się dostać. Zrobiłyśmy sobie zdjęcie z przyjacielem Davida Bulley'a i Agatą Buczkowską. Kiedy śpiewała Sylwia Przybysz miałam łzy w oczach, bo wiedziałam, ze już coraz bliżej występu moich aniołków. Prawie płakałam, a do tego Paulina musiała wracać do domu. Pożegnałam się z nią i poszłam oglądać Q&A Youtuberów. Później był występ braci Sikorskich. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobało, nawet nagrałam niektóre kawałki. Po nich nastąpiła przerwa, gdzie wszyscy przygotowywali się do występu chłopców. W czasie przerwy spotkałam dwie znajome dziewczyny, Olgę i Wiki. Staliśmy przy Yoczooku i udało mi się go przytulić, a od razu później na.scenę zaczęli wchodzić wyczekiwani od samego początku Leo i Charlie.
 Razem z dziewczynami usiadłyśmy na wolnym stole przy koszulkach i ja zaczęłam płakać. Chłopcy weszli z pierwszą piosenką ''Don't Look Back''. W pewnym momencie zadzwoniła do.mnie jedna dziewczyna, aby ich posłuchać. Mimo tego, że trzymałam telefon i byłam połączona z osobą, to dalej płakałam. Nie potrafiłam uwierzyć, że widzę osoby, które chociaż zwykle są tak daleko to trzymają mnie za rękę i prowadzą. Czułam ich ciepło, chociaż nie byłam tak.blisko. Po kilku minutach pożegnałam się z Nikolą, która do mnie dzwoniła i zadzwoniłam do Klaudusi, która jest moja pierwszą IBFF. Patrząc na poziom baterii w telefonie musiałam kończyć rozmowę i zadzwonić do Ani mojej drugiej IBFF i rozmawiałam z nią dotąd, aż miałam tylko 2% baterii, później musiałam kończyć, abym mogła dodzwonić się do mamy pod koniec. Cały czas płakałam, a co jakiś czas patrzyła się na mnie pewna dziewczyna. W czasie jednej piosenki podeszła do mnie i zaczęłyśmy rozmawiać. Ma na imię Zuzia, dokładnie tak, jak moja młodsza siostra. W pewnym momencie zauważyliśmy, że za nami siedzi sobie sam Yoczook. Zrobiliśmy mu zdjęcia, i pamiętam, ze coś mówiliśmy, ale nie pamiętam co niestety. Minęło kilka piosenek i zaczął się ''Hopeful''. Nagle wszystkie wspomnienia wróciły. To kiedy potrzebowałam pomocy już dwa lata temu, to mi pomogło. Przypomniałam sobie wszystkie złe chwile w życiu. i w których później podali mi te ręce i nie pozwolili upaść. Trzymali mnie tak mocno swoimi słowami, głosem, po.prostu sobą, że wiem, że nigdy tak nie upadnę, gdy będą przy mnie. A będą zawsze. Łzy ciekły mi po policzkach, ale nie zwracałam na to. uwagi. Wzięłam papierowe serduszko i machałam nim. Widziałam, że Leo chyba zauważył, bo wzrok miał skierowany w moją stronę i uśmiechnął się szeroko. To było piękne. I to jak na ''That Girl'' zauważyłam, że kiedy po raz chyba setny do nich machałam Charlie wskazał palcem w moją stronę. Nie byłam bardzo blisko, więc nadal nie jestem pewna, czy było to do mnie, ale wiem, że serce zaczęło bić mi szybciej. Kiedy skończyli śpiewać od razu zeszli ze sceny. W tych ostatnich momentach czułam już, że brakuje mi ich, a kiedy nawet nie mogłam sięgnąć ich wzrokiem, poczułam kompletną pustkę w sercu. Starałam się tego nie okazywać, bo nie dałabym rady.  Zostały tylko pożegnania i powrót do domu... 
Teraz minęło już prawie dwa tygodnie od tego wydarzenia, a ja czuję jakby minęły wieki. Codziennie czuję, że brakuje mi ich uśmiechu, ale z drugiej strony uśmiecham się wiedząc, że byłam tam i widziałam nawet z nie takiego bliska. Po obudzeniu się widzę ich piękne uśmiechy na mojej ścianie. Te kilka plakatów daje mi szczęście i siłę, bo widzę, że są szczęśliwi. Moje marzenie jest spełnione, czekam jedynie na możliwość aby powtórzyć to w jeszcze lepszy sposób... <3 Pamiętajcie, aby wierzyć w swoje marzenia i nigdy ich nie przekreślać! <3
CHCIAŁABYM POZDROWIĆ JESZCZE WSZYSTKIE OSOBY, KTÓRE TAM ZE MNĄ BYŁY, TO BYŁ JEDEN Z NAJLEPSZYCH DNI. DZIĘKUJĘ WAM ZA TO! 

Rozdział IV / "When I look at you"

--------------------Jessica-------------------
Jechaliśmy i jechaliśmy... Droga mi się strasznie dłużyła a do tego byłam bardzo zestresowana. Dawno nie widziałam rodziny taty, a dobrze pamiętam, że kiedy już ją widziałam to z tatą. Boję się, że nie będę mogła znieść tych wszystkich rozmów o tacie, pytań i smutnych wyrazów twarzy. Przez całą drogę próbowałam odtworzyć swoje dalekie wspomnienia dotyczące właśnie wszystkich wizyt u babci. Jednak wyszło na to, że pamiętam nawet mniej niż myślałam, więc nic z tego. W końcu moim oczom ukazał się wielki dom, stojący na dość dużej górce. Z daleka widać było połączenie z garażem i do tego wejście do sadu. Starałam się nie myśleć o niczym, bo jeszcze bardziej bym się zestresowała. Podjechaliśmy pod dom i zaparkowaliśmy przed garażem. Przez okno zauważyłam machających do nas wesoło babcie i dziadka. Wzięłam głęboki wdech i z uśmiechem wyszłam z samochodu odmachując dziadkom.
- Jejciu, jak ty wyrosłaś! - Babcia Ruby przytuliła mnie, a ja się tylko uśmiechnęłam jeszcze szerzej.
Kiedy babcia skończyła mnie przytulać, dziadek również zaczął się ze mną witać. Rozumiem ich, w końcu nie widzieliśmy się co najmniej parę ładnych lat. W końcu przywitali się jeszcze z mamą i weszliśmy do środka. Wszystko było takie duże. Takie piękne jak we śnie. Usłyszałam, że jest ktoś w salonie. Podeszłam bliżej, ale nie zdążyłam nic zobaczyć, bo babcia przerwała mi mówiąc, że zapoznam się później z resztą, bo akurat są goście i lepiej nie przeszkadzać. Dziadek zaprowadził mnie do pokoju, a mamę zaprowadziła babcia. Po wejściu do pokoju byłam w szoku i to nie małym. Było pięknie, zupełnie jak wymarzony pokój. Miałam jeszcze dwa inne wejścia w pokoju. W jednym była łazienka, a w drugim garderoba. Do tego garderoba była wypełniona. Podeszłam do dziadka i przytulając go podziękowałam a on dał mi kluczyk do pokoju gdybym chciała zamknąć sobie drzwi na kluczyk i wyszedł mówiąc, że idzie przygotowywać kolację a zajmie to długo. Zaproponowałam mu pomoc, ale podobno lubi gotować kolację i zaskakiwać wszystkich. To wszystko było tak zadziwiające... Nikt nie mówił nic o tacie, każdy był wesoły. Czuję się tutaj jakbym mieszkała od zawsze i całkowicie bez problemów. Takie życie mogłoby być marzeniem, jeśli nasza rodzina byłaby w komplecie. Zauważyłam, że oprócz łazienki i garderoby mam jeszcze wejście na taras. Nie potrafiłam zrozumieć, jak to jest, że mają w życiu tak idealnie... I do tego, że przez jakiś czas będę tu mieszkać. Rozpakowałam swoje bagaże, po czym położyłam się na łóżku i włączyłam muzykę. Często robiłam tak w domu. Lubię leżeć, słuchać muzyki, marzyć lub analizować różne rzeczy, ale w tym momencie wsłuchiwałam się tylko w słowa piosenki.
''It dosen't matter if you are not the smartest,

Who cares if your really not the coolest,
Anyway.

It doesn't matter anyway.''
W momencie, gdy piosenka się skończyła babcia weszła do pokoju i poprosiła o zejście na dół, abym zapoznała się z resztą rodziny. Powiedziała, że zapoznam się z młodszą Siostrą cioteczną i starszym bratem ciotecznym i jeszcze z ciocią. Uśmiechnęłam się i zeszłam na dół razem z babcią. Kiedy schodziłam po schodach usłyszałam głos jakbym już znała te osoby, chociaż ostatnio dużo rzeczy mi się zdaje, więc żadna nowość. Weszłam do salonu i zauważyłam, że mama już jest i zapoznała się z każdym. Nie zwracając uwagi na to jak kto wygląda, bądź ma na imię po prostu uśmiechałam się patrząc w podłogę, za bardzo się zestresowałam, bo dalej słyszałam znajome głosy. Podałam rękę cioci, później młodszej siostrze. Gdy podawałam rękę chłopakowi coś mnie tknęło, żebym spojrzałam na niego, wydawało się to błędem... Jego oczy lśniły tak jasno, że żaden diament nie jest tak samo piękny, a samo niebo nigdy nie było tak niebieskie. Uśmiech był tak czarujący, jak żaden magik nie potrafi zaczarować. A włosy były nieułożone, ale wydawało się, że specjalnie. Do tego te dołeczki...


"You appear just like a dream to me

Just like kaleidoscope colors that 
Cover me
All I need 
Every breath that I breathe
Don’t you know 
You’re beautiful"


-Jestem Charlie - powiedział chłopak.
Z niedowierzaniem patrzyłam się na niego. Nie wiedziałam, czy znów mam jakieś zwidy, czy na prawdę widzę tego samego człowieka, którego zdjęcia widnieją na ścianach mojego pokoju.  To nie mogła być prawda. Nie wiedziałam co mam robić zwłaszcza, że czułam jak do oczu napływają mi łzy. Wpatrywałam się w niego,a on patrzył się na mnie,  nie wiedząc, o co może chodzić. Puściłam rękę blondyna i ze zlatującymi po policzkach łzami wbiegłam do pokoju, zamykając drzwi i rzucając się na łóżko.
-Co się ze mną dzieje? - Pytałam sama siebie z jeszcze wielkim płaczem - Dlaczego ja go widzę? Przecież to na pewno nie on. Znowu widzę tylko to, co chciałabym zobaczyć... Tato? Proszę pomóż mi - zaczęłam płakać w poduszkę.
Po chwili wstałam i wyjęłam kopertę z torebeczki. To raczej nie był odpowiedni moment na to. Otworzyłam kopertę. Jedyne co tam było to pusta kartka, wyrzuciłam ją przez okno i zaczęłam gorzko płakać. 


"When my world is falling apart

When there’s no light to break up the dark"


Wiedziałam, że to wszystko nie jest prawdą. Że odbija mi po stracie ojca. Nagle poczułam ciepły i spokojny wietrzyk, a przede mną stał on. Mój tata. Pomyślałam, że znowu mi odbija i nie zwracałam na niego uwagi.
-Księżniczko - zaczął. Spojrzałam na niego w tym momencie.Miał na sobie szare ubranie, bez butów, ale wydawał się piękniejszy. Jakby to było jego wnętrze - Nie płacz. To nic nie da. Jedyne, co musisz zrobić, to pokonać łzy. Nie możesz upaść. Ja ci nie pozwolę. Pamiętasz pewnie jak uczyłem cię jeździć na rowerze. Wtedy nie pozwoliłem ci upaść, teraz też ci nie pozwolę. Sama śmiałaś się ze swoich błędów, dlaczego nie zrobisz teraz tego samego? Czemu nie podniesiesz głowy, kiedy los ci ją chowa? Pokaż, że jesteś silna. Taka jesteś, musisz w to uwierzyć, bo to dopiero początek. Pamiętaj, zawsze będę z tobą... - Pokazał ręką na miejsce serca, podszedł do wejścia na balkon i wychodząc zniknął.

Przede mną na łóżku pojawiła się koperta. Schowałam ją i siedziałam tak w ciszy. Wydawało mi się, że to nie był żaden sen. Może on ukazał mi się naprawdę? Wydaje mi się, że tak. Nawet, jeśli się mylę, to dodał mi otuchy. Czułam się silniejsza, ale nie gotowa na to wszystko. Weszłam do łazienki i obmyłam twarz zimną wodą. Stojąc przed lustrem zdecydowałam, że wezmę prysznic. Wyszłam po czyste ubrania. Zdecydowałam się na wybranie czegoś, co przygotowali mi babcia i Dziadek w garderobie. Wracając do łazienki spojrzałam jeszcze tylko na zdjęcia i plakaty, które zdążyłam już powiesić nad jedną z szafek a na szafce ułożyć rzeczy, które były również związane z osobami na plakatach i zdjęciach. Wszystkie wspomnienia... Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do łazienki.

--------------------Charlie--------------------
Nie rozumiem tego. Przecież byłem miły, dlaczego uciekła? I do tego z płaczem? Usiadłem na sofie z rękami podpierającymi głowę.
- Nie martw się Charlie, ona ostatnio ma takie dni... W których nie jest do końca sobą - jej mama próbowała powiedzieć, coś, żebym tylko nie myślał o tym. Mimo wszystkiego miała uśmiech na twarzy, była bardzo pozytywna.
- Dziękuję, ale sądzę, że i tak będę musiał to wszystko przemyśleć - uśmiechnąłem się.
- No dobrze, jeśli będziesz chciał z nią porozmawiać, to jej pokój jest na górze, trzecie drzwi po lewej - uśmiechnęła się po raz kolejny i poszła rozmawiać z moją mamą.
Chyba tylko ja się tym tak bardzo przejąłem. Może inni tego nie zauważyli? Tego nie wiem. Wszedłem do kuchni i wyjąłem z lodówki jogurt pitny. Usiadłem przy stole i zagłębiając się w myśleniu piłem jogurt. Po kilku minutach z zamyślenia wyrwał mnie telefon, dziadek odrywając się od robienia kolacji poszedł odebrać. Wrzuciłem do kosza buteleczkę po jogurcie i postanowiłem pójść do pokoju i wymyślić coś, abym mógł normalnie z nią porozmawiać. Idąc po schodach naszła mnie jedną myśl. Zbiegłem ponownie ze schodów wziąłem tacę, na której ułożyłem ciastka a obok lemoniadę, bo raczej na gorącą czekoladę było za ciepło. Gdy byłem już przed drzwiami zapukałem, ale nikt nie odpowiedział. Może nie usłyszała. Nacisnąłem klamkę i ruszyłem z tacą w stronę stoliczka. Odłożyłem tacę, po czym zorientowałem się, że dziewczyna bierze prysznic. Postanowiłem zaczekać i w tym czasie rozejrzeć się po pokoju. Zauważyłem, że ma garderobę, której ja nie mam, więc miała lepiej wyposażony pokój. Chociaż mi garderoba potrzebna nawet nie jest. Podszedłem do jednej z szafek. Nad nią były plakaty duetu Bars and Melody. Czyżby była Bambino? To rozjaśnia trochę sprawę. Widziałem moje zdjęcia i zdjęcia Leo, szkoda, że nie przyjechała wcześniej, bo akurat był u mnie Leo. Na szafce były postawione rzeczy z koncertów i różne inne ciekawe rzeczy. Postanowiłem nie zagłębiać się tak w to wszystko, więc usiadłem na łóżku i czekałem...

--------------------Jessica--------------------
Po skończonym prysznicu ubrałam się.

Muszę przyznać, że dziadkowie wpadli na mój gust co do ubrań. Postanowiłam, że zwiąże swoje włosy w luźnego warkocza, bo są one dosyć długie. Wychodząc z łazienki zobaczyłam na stoliku tacę z dwoma szklankami, dzbankiem lemoniady i ciasteczkami. Kiedy odwróciłam uwagę od stoliczka poczułam jak nogi się pode mną uginają. Charlie siedział na moim łóżku i wpatrywał się we mnie z uśmiechem.
- Spokojnie - zaśmiał się widząc moje zdziwienie - przyszedłem, bo na dole wtedy jakoś nie udało nam się nawiązać kontaktu, a w końcu jesteśmy dosyć bliską rodziną.
Wypowiadał te słowa z takim wewnętrznym spokojem, jakby nic się nie stało jeszcze niedawno. I do tego wyglądał na tak samo pozytywną osobę jak na koncertach.
- Jak już pewnie wiesz, mam na imię Charlie, a ty? - Spytał z dalszym uśmiechem.
- Jessica - odparłam i usiadłam obok chłopaka.
- A więc Jessico czy mogę cię o coś spytać?
- Właśnie to zrobiłeś - zaśmiałam się. Postanowiłam udawać, że nic się nie stało, że nie jest moim idolem, dopiero go poznaję.
- No tak - również się zaśmiał - masz może ochotę na ciasteczka i lemoniadę? - Z uśmiechem zaczął nalewać do szklanek picie.
Bez słowa sięgnęłam po szklankę i napiłam się. Dziwne jest to, że do tej pory nie spytał, dlaczego tak uciekłam bez słowa przy pierwszym zapoznaniu. Chociaż powiedzieć można, że poznawał to on mnie i to dopiero teraz. Ja poznałam już go dawno. Był ze mną codziennie. Szkoda tylko, że on o tym nie wiedział.

--------------------Charlie--------------------
Trwaliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy. Miałem mętlik w głowie. Nie wiedziałem, czy zaczynać rozmowę, o tym co wydarzyło się wcześniej, czy puścić to w zapomnienie. Ciekawi mnie to, czy powie mi, że słucha  mnie i Leondre, czy raczej zachowa to dla siebie. Zdecydowałem poprowadzić rozmowę na ten tor.
- Lubisz muzykę? - Zapytałem szybko.
Ona jakby wahała się, co odpowiedzieć...
- Tak - powiedziała cicho i już bez uśmiechu.
- Jeśli chcesz to nawet umiem śpiewać i mam w pokoju gitarę, możemy coś sobie razem pośpiewać - zaproponowałem.
- Myślisz, że ja nie wiem, że tak dobrze znasz się na muzyce? - Zapytała tak samo cicho i z lekkim smutkiem na twarzy.
Nic nie odpowiedziałem. Nastąpiła chwilowa cisza. Nagle ona wstała, wzięła mnie za rękę i zaprowadziła przed szafkę, którą myślała, że nie widziałem.
- Proszę... -Powiedziała i lekko się oddaliła.
Rozglądając się zauważyłem, że jest tam opis po angielsku, to czym dla niej jest nasza muzyka. Było to dość długie, więc przeczytałem tylko część, ale wszystko zrozumiałem. Byliśmy dla niej pomocą w chwili, kiedy miała wypadek. Lekarze mówili, że nie da rady przeżyć. Wtedy nasza muzyka jej towarzyszyła i od tamtego zdarzenia towarzyszy codziennie. Pisała tam, że nikt inny tak bardzo jej nie mówił, że trzeba dążyć do marzeń. I myślała, że jest tą jedną na milion, której nie zapamiętamy. Poczułem jak łza spływa mi po policzku. Nie wiedziałem, że nasza muzyka dla kogoś może tyle znaczyć. I to okazało się, dla mojej siostry.
- No choć do mnie siostrzyczko... - Rozłożyłem ręce w geście przytulenia. Podeszła do mnie i wtuliła się we mnie. Słyszałem jej szloch. Płakała, więc objąłem ją mocniej, aby czuła się bezpieczniej.

 "When the waves are flooding the shore 

and I can’t find my way home anymore

That’s when I, I, I look at you
I look at you"


 Przez płacz opowiedziała mi dużo rzeczy, które leżały jej na sercu. Otworzyła się przede mną dość szybko. Po około dwóch minutach przestała płakać, więc mogłem wypuścić ją z objęć. Wiedziałem, że potrzebuje teraz dużo uwagi, niedawno zmarł jej tata, do tego ta cała sprawa ze mną i wyjazdem tutaj. Jestem jej bratem, co prawda poznałem ją dopiero dzisiaj, ale jest moją siostrą i mimo tak krótkiego czasu znajomości czuję z nią więź rodzinną.
- Mogę sobie z tobą zrobić zdjęcie? - Spytała już z uśmiechem.
- Jasne - zgodziłem się
Dziewczyna zaczęła szukać telefonu, ale po jakimś czasie dała sobie z tym spokój.
- Wiesz... Sesję zdjęciową może przestawmy na jutro, bo telefon gdzieś mi się zapodział - zaśmiała się.
- Mam pomysł - wyjąłem z kieszeni swój telefon i włączyłem snapa - zrobimy moim.
- Ale na snapie? - Zapytała zdziwiona.
- No tak, wstawię jeszcze na swojego instagrama - zaśmiałem się i objąłem ją ramieniem.
Zrobiliśmy sobie kilka śmiesznych snapów. Przy każdym snapie był napis, że to jest moja siostrzyczka. Na instagramie dodałem najładniejsze zdjęcie, jakie nam wyszło i podpisałem: ''Polska księżniczka, moja siostra <3''. Widać było, że Jessica była radosna. Ja też mogłem już być. Czułem, że będziemy razem się świetnie bawić.

-------------------Jessica--------------------
Ranek. Nie myślałam, że może się to wszystko tak potoczyć. Jeszcze leżałam w łóżku, więc pomyślałam, że sprawdzę moje social media. Okazało się, że telefon był pod łóżkiem. Nawet nie wiem jak to się stało. Dostałam wiadomości, co do snapów Charliego i jego zdjęcia na instagramie. Było tego pełno na grupach o BaM. Zastanawiałam się, czy komentować, czy raczej nie. Ostatecznie uznałam, że nie będę robić szumu i tylko odpisze na wiadomości. Powstawiałam kilka postów jedynie na grupę BGE i sprawdziłam resztę portali. Była mega aktywność. Jak nigdy. Leżałam tak jeszcze pół godziny a później wstałam i pościeliłam łóżko. Spostrzegłam, że wczoraj ze zmęczenia nawet nie przebrałam się w piżamę. Wybrałam czyste ubranie i poszłam wziąć prysznic. Kiedy skończyłam brać prysznic, ubrałam się.

Mokre włosy zawinęłam w ręcznik i wyszłam zrobić sobie herbatę. O dziwo wszyscy spali. Zerknęłam na zegarek, była dopiero szósta. To wszystko wyjaśniało. Zaparzyłam herbatę i wróciłam do pokoju. Zaczęłam oglądać różne filmiki na Youtube po polsku. 
Nim się obejrzałam była godzina dziewiąta. Do mojego pokoju weszła mama wołając mnie na śniadanie. Zeszłam do jadalni i przywitałam się z każdym. Wszyscy byli uśmiechnięci i mili w czasie śniadania. Kiedy ja kończyłam jedzenie, Charlie nie miał już nic na talerzu i siedział jakby czekając na mnie. Skończyłam jeść i wstałam, blondyn zrobił to samo. Podziękowałam i schowałam talerz do zmywarki. Charlie zatrzymał mnie na schodach.
-Jessica mam do ciebie prośbę... Bo chodzi o to, że mam nową grę i ona jest na dwie osoby iii...
-Tak, tak zagram z tobą - zaśmiałam się przerywając mu.
- Too super, bo Leo nie lubi grać w tą grę i nie mam z kim grać - uśmiechnął się szeroko.
Weszliśmy do pokoju chłopaka. Było w nim naprawdę czysto, zaskoczyło mnie to trochę. Charlie włączył grę, a ja usiadłam czekając. To były po prostu wyścigi, muszę przyznać, że jeśli Charlie nie komentowałby całej gry to byłoby troszkę nudno. Grę przerwał telefon Charliego...
- Noo ja właśnie grałem z siostrzyczką w grę - słyszałam tylko, jak odpowiada Charlie.
Po jakiejś chwili usiadł obok mnie, patrzył się na mnie z uśmiechem.
- O co chodzi? - Zapytałam.



*kilka słów*
Hejka, nowy rozdział już jest! Napiszcie, co o nim myślicie, bo dzieje się w nim trochę więcej. Wydaje mi się dłuższy, chciałabym pisać rozdziały nawet jeszcze trochę dłuższe, więc możecie napisać, co o tym myślicie. Z powodu mojej choroby relacja z YSoT nie pojawiła się w środę, ale wstawię ją jeszcze dziś, tylko bez zdjęć i filmików, bo troszkę mam kłopoty z telefonem. Mam nadzieję, że rozdział się spodobał, kolejny będzie za tydzień misie. Chciałabym Wam wszystkim również życzyć WESOŁYCH ŚWIĄT!!! <3  

niedziela, 20 marca 2016

Rozdział III / "Przecież doskonale wiesz - patrzymy tylko w dobrą stronę"



------------------------Jessica-----------------------
- Jessica, wstawaj! Spóźnimy się! - Ledwo co otworzyłam oczy, już zobaczyłam mamę która zabierała moje walizki z pokoju.
-Daj pomogę ci- szybko wstałam i zniosłam walizki razem z mamą pod drzwi.
Spojrzałam na zegarek, była 3:45. No można powiedzieć, że troszkę zaspałyśmy, ale nie tak bardzo, żeby się nie wyrobić. Weszłam do pokoju i szybko się wyszykowałam do wyjścia.

Dopakowałam jeszcze tylko kosmetyczkę do jednej z walizek i poszłam zjeść śniadanie. Przełknęłam kilka łyżek jogurtu i więcej nie dałam rady, w końcu o tej godzinie to jeszcze każdy śpi a nie je. I weszłam ostatni raz do mojego pokoju. Włożyłam do małej torebeczki telefon ze słuchawkami, mały soczek i ciasteczka, tak na wszelki wypadek. Miałam przeczucie, że czegoś nie wzięłam. Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć.
-Musimy wychodzić! - Usłyszałam głos mamy.
Wyszłam i już zaczęłam zakładać buty i kurtkę a przypomniała mi się jedna rzecz. Tą rzeczą była koperta. Pobiegłam szybko na górę i spakowałam kopertę do torebeczki.
- Myślałam, że nie wzięłam telefonu - skłamałam wychodząc z domu.
Kto by tak naprawdę przyznał się mamie, że widzi swojego zmarłego tatę i, że ma się  jakąś kopertę, której nie mogę otworzyć? A do tego ten głos.. Może kiedyś odważę się opowiedzieć mamie o tym wszystkim. Ale jeszcze nie teraz...
"Czuję, że to już koniec
To już koniec"
Pod dom podjechała przyjaciółka mamy.
Pomogła mamie pochować walizki do bagażnika i pojechałyśmy na lotnisko. Droga minęła dość krótko, po pożegnaniu z przyjaciółka mamy usiadłyśmy na ławce czekając na samolot.
-Boisz się trochę? - Mama pytając wyglądała na zdenerwowaną.
-Nie, zastanawiam się, jak tam będzie. -Odparłam szybko.
-Wiesz, jakoś będzie. Nikt jeszcze nie wie, że dziś przyjeżdżamy, zadzwonię do twojej babci jak będziemy na miejscu. Ucieszy się.-Uśmiechnęła się i sprawdziła godzinę - Myślę, że czas szykować się do opuszczenia Polski.
Wstałyśmy i poszłyśmy spakować bagaże i wejść do samolotu. Trwało to troszkę dłużej niż myślałam, że będzie trwać, ale już kiedy siedziałyśmy w samolocie poczułam, że lot będzie trwał dłużej niż pakowanie walizek. Siedziałyśmy w ciszy. Po kilku albo może kilkunastu minutach samochód zaczął startować. Spojrzałam na mamę. Mimo tego, że też trochę się bała uśmiechała się. Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam przez okno. Unosiliśmy się w górę, cała ziemia się od nas oddalała. Wyjęłam słuchawki i telefon i włączyłam playlistę oznaczoną po prostu serduszkiem. Dawno jej nie słuchałam, nie pamiętam, co tam się znajdowało. Okazało się, że były to polskie piosenki, dokładniej jednego artysty, którego kiedyś słuchałam bardzo często. Z pierwszą piosenką wiązałam wielkie wspomnienia. Wszystkie nagle wróciły, kiedy ją usłyszałam.
''Pamiętasz tamte czasy to pierwsze spotkanie''
ten pierwszy wers już dał mi wiele do wspominania. Ta piosenka była piosenką moją i dawnej przyjaźni. Kontakt urwał się bardzo szybko, a nawet nie mam pojęcia,jak to naprawić. Zwłaszcza teraz, kiedy wyjeżdżam. Pogrążyłam się w smutku, bo ta przyjaźń była taka jedyna w swoim rodzaju, w dodatku przyjaźń damsko-męska. Bartek zawsze mi pomagał, zawsze się razem śmialiśmy, ale Kiedy on się przeprowadził, nawet nie wiem do jakiego miasta, bo nic nie powiedział, kontakt zniknął. Spojrzałam na telefon i zauważyłam, że mam wiadomość. To napisała Paula.
Od: Paula ;3:
''Hejka x Pewnie już wyjechałaś, ale chcemy ci powiedzieć coś ważnego-dołączam filmik (tak, powtarzamy się troszkę)''
Włączyłam filmik, byli tam wszyscy, których teraz potrzebowałam. Całe grono przyjaciół z klasy. Nigdy ich nie zapomnę. Włączyłam filmik. Mówili, że jestem dla nich najważniejsza i, że mnie nie zapomną, że będziemy się spotykać i różne inne rzeczy. Sam filmik trwał 15 minut. To było kochane z ich strony, od razu im odpisałam.
Do: Paula ;3:
''Hej, tak już wyleciałam, jestem w samolocie. Dziękuję za przepiękny filmik, zawsze będę o was pamiętać, jesteście najlepsi xxx''
Dołączyłam jeszcze filmik, gdzie mówię, ze ich kocham i włączyłam piosenkę czwartą z playlisty. Zawsze dawała mi pozytywnej energii. Słuchałam jej trzy razy pod rząd, a później skończyłam słuchać piosenek. Zaczęliśmy lądować. Całe wyjście z samolotu, odebranie bagaży nie sprawiło większych trudności. Usiadłam na murku, czekając na mamę, która dzwoniła po taksówkę. Nie mogę uwierzyć w to, że teraz będę musiała mówić wszystko po angielsku.
- Taksówka za chwilę będzie - mama wyglądała na weselszą, niż zwykle.
Tyle rzeczy mnie ciekawiło, nie miałam pojęcia, o co najpierw zapytać. Postanowiłam nic nie mówić. Przez czas oczekiwania na taksówkę przejrzałam portale społecznościowe, i napisałam kilka postów na jednej z grup. Kiedy miałam pisać kolejnego posta przyjechała taksówka, więc zaczęłyśmy pakować walizki do auta. Kiedy każdy już siedział na swoim miejscu samochód ruszył, a Mama znowu zaczęła dzwonić. Chyba dzwoniła do babci, podobno zatrzymamy się teraz w hotelu na dwa dni a później zamieszkamy przez chwilę u babci, dopóki mama nie rozwiąże tych wszystkich papierów dotyczących domu. Babcia Ruby ma duży dom, zawsze podobno są wolne pokoje. Wszędzie jest tam tak ładnie i wesoło. Nie pamiętam już innych członków rodziny, co tam mieszkają, bo dawno ich nie widziałam. Ale tego pięknego widoku domu zapomnieć się nie da. Po około piętnastu minutach byliśmy już pod hotelem. Mama zarezerwowała nam już pokój na dwa dni, więc nie musimy się niczego obawiać. Cardiff to bardzo ładne miasto, chociaż widziałam je tylko przez szybę taksówki. Kiedy dostałyśmy kartę do pokoju pojechałyśmy windą na nasze piętro i zostawiłyśmy rzeczy, ja poszłam się szybko przebrać.

Po skończonym przebieraniu mama zadecydowała, że pójdziemy gdzieś coś zjeść. Wyszłyśmy z hotelu, aby zjeść obiad w innym miejscu niż hotel, a przy okazji trochę pozwiedzać. Szłyśmy przez jeden z parków i zauważyłam pizzerię. Zdecydowałyśmy się, ze wejdziemy, a po jedzeniu pójdziemy pozwiedzać jeszcze trochę obiektów w mieście. Chodziłyśmy różnymi parkami i uliczkami. Mama opowiadała mi tyle, ile pamiętała. Niestety nie byłyśmy obok domu babci Ruby, bo mieszka ona na drugim końcu miasta. Po drodze do domu zaszłyśmy do Maca po kolację na wynos. Wzięłam sobie jeszcze gorącą herbatę, jakżeby inaczej. Wróciliśmy do domu o 20:30. Poszłam wziąć ciepły prysznic, umyłam żeby i przebrałam się w piżamę.

Kiedy położyłam się do łóżka nie myślałam już o niczym. Wiedziałam, że zaczynam nowe życie, przynajmniej w kilkudziesięciu procentach. Nawet nie pamiętam co się działo później. Po prostu zasnęłam...
''Sił mi brak i już nie chcę nic wiedzieć,
Mam mętlik w mojej małej głowie''
Następnego dnia, kiedy się obudziłam nie było mamy w pokoju. Wyszukując, w co dziś się ubrać natrafiłam na karteczkę, która leżała przy walizce:
''HEJ KOCHANIE, POSZŁAM PO COŚ DO JEDZENIA. WRÓCĘ NIEDŁUGO
-MAMUSIA''
Uśmiechnęłam się i zaczęłam szukać telefonu. Okazało się, że jakimś cudem leżał całkiem rozładowany pod łóżkiem. Połączyłam go do ładowarki i nagrałam kilka snapów do przyjaciół. Kiedy zauważyłam, że minęło już piętnaście minut szybko pościeliłam łóżko i położyłam się na nim. Gdy tak leżałam przyszła mama ze smacznym śniadaniem. Naleśniki i pyszna herbatka zniknęły ze stołu bardzo szybko. Pokój miałyśmy zarezerwowany mniej więcej do końca dnia, ale będziemy musiały wyjść z hotelu koło godziny 14. Mama mi opowiedziała, że spotkała dziadka, który zostawił nam samochód pod hotelem i kluczyki. To mile z jego strony, zwłaszcza, że będziemy dość długo jechać, bo ruch na ulicy jest naprawdę duży. U dziadków mamy być już na miejscu między godziną 15 a 16, wtedy w domu będzie każdy domownik, wiec od razu zapoznam się ze wszystkimi członkami rodziny, których nie znam lub nie pamiętam. Już nie mogę się doczekać. Do wyjścia było około 3 godziny więc włączyłam sobie film na telefonie. Film był po angielsku, żeby oswoić się z językiem,  o dziwo rozumiałam, co mówią.
Po skończonym filmie zaczęłam zbierać się do wyjścia. Przebrałam się.

Później spakowałam rzeczy, które wypakowałam i pochowałam bagaże do samochodu. Czekałam na mamę jeszcze dwadzieścia minut, a później ruszyłyśmy w drogę. Muszę przyznać, że trochę się zestresowałam...





**kilka słów**
Hejka! ;* Nowy rozdział już jest! Mam nadzieję, że się spodobał. Dziękuję za wszystkie wyświetlenia, bo nie sądziłam, że nawet tyle ich będzie. W tym tygodniu może pojawić się już relacja z YSoT, więc oczekujcie <3 Myślę, że rozdziały będą się pojawiać co niedzielę i dłuższe. Jeszcze raz dziękuję tym wszystkim, którzy czytają te moje ''wypociny'' xd. ;** 

piątek, 11 marca 2016

Rozdział II / "Do you know, what you got yourself into

-------------------Jessica-------------------

- Tato!!! - krzyknęłam.
 Przy mojej nocnej szafce widziałam obraz mojego taty. To on, tylko jak to...? Przecież on nie żyje... Pobiegłam do szafki a wówczas on zniknął. Jak dotąd stał w bez ruchu wpatrując się we mnie z uśmiechem, tak nagle zniknął. Nie rozumiem, dlaczego... Nie rozumiem tej całej sytuacji, przecież już go tu nie ma... Na szafce leżała dziwna koperta a na niej mój naszyjnik, którego nie mogłam wcześniej znaleźć. Wzięłam kopertę do ręki i już miałam otwierać, kiedy zauważyłam na niej malutki napis. ''Jeśli otworzysz ją w złej chwili, w kopercie nic nie będzie''.
-A kiedy Ja mam wiedzieć, kiedy będzie ten właściwy moment? - Spytałam sama siebie zdezorientowana.
- Będziesz wiedzieć, księżniczko - dziwny głos przerwał moje zamysły.
To wszystko jest takie dziwne. Z wielkim zdziwieniem i coraz mniejszą ciekawością schowałam kopertę pod poduszkę. Wszystko ucichło. Zupełnie tak, jakby nic się nie wydarzyło. Zwyczajny poranek... Ostatnio zbyt dużo rzeczy się dzieje. Spojrzałam na godzinę. Była 9:30, więc moja klasa kończy lekcje za 4 godziny. Muszę się z nią pożegnać.
Po piętnastu minutach zamyślenia postanowiłam, że wyjdę do sklepu i kupię każdemu z klasy jakiś mały prezent, na pamiątkę po mnie. Zanim uda mi się wybrać odpowiednie rzeczy to trochę mi zajmie, więc zaczęłam szykować się do wyjścia. Na szczęście  zostawiłam sobie dwa niespakowane zestawy do ubrania na ostatnie dni w Polsce. Ubrałam na siebie jeden z nich.

Zjadłam pyszne śniadanie zrobione przez moją mamę, z którą się później pożegnałam i wyszłam do centrum. Szłam pieszo całe dwadzieścia minut, wolałam dziś zrobić sobie spacer w towarzystwie muzyki i słuchawek. Kiedy byłam już w galerii od razu zauważyłam stoisko z zapachowymi świeczkami. Kupiłam 15 świeczek w kształcie serc, każde w innym kolorze. W klasie jest 20 osób nie licząc mnie, więc jeszcze 5 super prezentów dla mojej paczki. Muszę się postarać, bo są jednymi z tych osób w moim życiu, które po prostu były, są i będą, mimo tych kilometrów, wiem to. Ja też zawsze będę przy nich. Szłam długim, prostym korytarzem z nadzieją, że znajdę coś takiego, co każdego ucieszy. I zobaczyłam stoisko z płytami i plakatami... To było coś pięknego, wiedziałam od razu, że spodoba się Pauli. Od razu tam podbiegłam i kupiłam dwa plakaty 1D i całą kolekcję płyt. Wszystko zapakowałam w czarno-białą torbę i poszłam szukać kolejnych prezentów.
O 12:45 miałam już wszystkie prezenty. Myślę, że trafiłam w gust moich przyjaciół, znamy się w końcu od dziecka. Wyszłam z galerii i ruszyłam na przystanek, gdzie za kilka minut miał się pojawić autobus prowadzący między innymi do szkoły. Pół godziny po tym byłam przed szkołą i czekałam na moją klasę. Najpierw wychodziły młodsze klasy, a później moja. Wychodzili uczeń za uczniem a ja każdemu dawałam po prezencie, tylko nie było nikogo z moich przyjaciół. Oni pewnie jak zwykle siedzą jeszcze w szatni. Zauważyłam, że każda osoba, która została obdarowana stoi jeszcze i patrzy się na mnie, a po chwili wszyscy podeszli i zaczęli mnie przytulać. Wszyscy mówili, że będą tęsknić, żebym ich odwiedziła jak przyjadę, jejciu miałam łzy w oczach. Kiedy zobaczyłam wychodzącego ze szkoły Emi z Dawidem a za nimi Filipa, Paulę i Michała łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Podeszłam do nich, oni jeszcze nie wiedzieli...
-Jaa... Wyjeżdżam - wydusiłam przez łzy - nie wiem na ile, ale to dla was, proszę nie zapomnijcie o mnie.. -w tym momencie rozpłakałam się na dobre, a oni wszyscy podeszli, odłożyli prezenty obok i mnie przytulili.
-Po prostu o nas pamiętaj, a my będziemy żyć w twoim sercu...-Szepnęła mi do ucha Emi. Oni wszyscy zawsze ze mną byli, nie wiem, czy dam radę bez nich... Kolejne łzy napłynęły mi do oczu, szybko je przetarłam. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy przechodziłam obok uliczki z pomnikami poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramię.
-Idę tą samą drogą, pamiętasz Jess?-To był Dawid. Zawsze wracaliśmy razem ze szkoły, połowę drogi do domu mieliśmy taką samą. Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Czuję, że skończyłoby się na kolejnych łzach. Kącikami oczu zauważyłam, że przygląda mi się nieswojo.
-No tak, rzeczywiście zapomniałam. Idziemy?-Zmusiłam się na uśmiech. I wtedy, gdy moje oczy powędrowały na jeden z pomników, który stał za Dawidem zobaczyłam, to, czego się nie spodziewałam. On tam stał, patrzył się na mnie. Udawałam, że go nie widzę, w końcu nie jest to możliwe, aby zobaczyć swojego ojca, gdy tak na prawdę już nie powinno się go widzieć.
-Heej?! Jessica? Co się dzieje?-Dawid zauważył, że nad czymś myślę i wymachiwał mi ręka przed twarzą.
-Jest dobrze, przepraszam. Zamyśliłam się. Będzie mi was wszystkich tak bardzo brakować....-Starałam się skupić na rozmowie i również nie płakać.
Idąc razem i rozmawiając o tym całym wyjeździe minęło 15 minut i naszła kolej na rozstanie.
-Wiesz Jess... Dziękuję ci. Dziękuję, że byłaś, jesteś i mam nadzieję będziesz. Nasz kontakt nie może się urwać i całej naszej paczki. Pomimo kilometrów zawsze będziesz częścią nas, pamiętaj-przytulił mnie.
-Dawid, obiecuje, że postaram się regularnie was odwiedzać albo zabierać was do siebie. Nie wyobrażam sobie kolejnych dni bez kontaktu z wami. Moja mama pewnie czeka na mnie, muszę się jeszcze dopakować-Uśmiechnęłam się blado.
Po pożegnaniu wracałam do domu. Nie zważałam na to, że lecą mi łzy po policzkach. Nikt nawet się nie przyglądał, to dobrze. Po powrocie do domu weszłam do pokoju i szybko dopakowałam rzeczy ułożone obok biurka. Nie jest ich zbyt mało, ale za dużo też nie, więc w sam raz. Zaczęłam później robić obiad, aby zająć się czymś i nie myśleć o niczym. Po godzinie obiad był gotowy, więc zawołałam mamę i razem go zjadłyśmy. Mówiła, że jej smakował, chociaż mi nawet też. Zaczęłyśmy z mamą oglądać stare seriale, które mama znalazła pakując się. Minęło nam tak to 19:00. Szybko minął ten czas, nie potrafię sobie wyobrazić, że za niecałe 12 godzin będę już na lotnisku lub w drodze... Wszystko dzieje się zbyt szybko, i wspomnień przez to też robi się zbyt dużo... Uznałam, że pójdę się położyć, bo jutro o 3:30 pobudka i szybkie zbieranie się, lot mamy w Warszawie więc wyjdziemy o 4:00 to będą 3 godziny jazdy a później czekanie na lotnisku do 7:55. Czekać nie będziemy zbyt długo, przynajmniej tak mi się wydaje. Po prysznicu położyłam się do łóżka ze słuchawkami w uszach. Przed oczami miałam wszystko, co wydarzyło się dzisiaj. Tata, przyjaciele, a potem znowu tata... Zaczyna mi się nie mieścić to wszystko w głowie. Zbyt dużo myślałam, ale strasznie przeżywam te rozstania. Nie chcę ich wszystkich stracić...
''Heart stops, skips the beat''
Nagle cały świat przez chwilę zawirował, moje ciało stawało się coraz cięższe tak samo działo się z powiekami. Zasnęłam...





**kilka słów**
Oki, nie wiem czemu jak zaczynam notkę, to zawsze piszę to "kilka słów'' xD. Rozdział dłuższy niż poprzedni, mam nadzieję, że się spodobał. Jeśli chcecie, aby rozdziały były krótsze albo dłuższe to napiszcie w komentarzu. Jeśli też macie jakieś uwagi to możecie napisać bo tak na prawdę dopiero zaczynam pisać. Napiszcie, jak często chcecie rozdziały, to przemyślę, w jaki dzień będą się pojawiać tak regularnie rozdziały. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu ;** ;*

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział I / "I can't breathe, these words i can't speak..."


---------------------- Jessica---------------------
Kolejny beznadziejny poranek... Od śmierci taty wszystko jest takie inne. Pomyśleć, że minął tydzień od jego wypadku, a ja jednak nadal czuję taką samą pustkę w sercu jakby to zdarzyło się wczoraj. On był dla mnie takim wsparciem. Był ze mną zawsze. Tylko jemu pozwalałam mówić do mnie 'księżniczko'. Jest mi bardzo ciężko z tym wszystkim ale wiem, że muszę wziąć się w garść i być silna. Usiadłam na łóżku i włączyłam na telefonie playlistę 'Bars&Melody'. Te piękne głosy... Nie wyobrażam sobie jeśli miałabym stracić jeszcze ich muzykę. Za dużo rzeczy w życiu straciłam...
- Jess! Musimy porozmawiać, proszę  zejdź na dół! - Nałożyłam moje ciepłe skarpetki i zeszłam pospiesznie na dół. Mama siedziała przy stole z telefonem w ręce.
- Coś się stało mamo?
- Nie, nic takiego, przepraszam, jeśli cię wystraszyłam - uśmiechnęła się serdecznie - Nie wiem jak zacząć, bo jest to trudna decyzja, Ale myślę, że słuszna. Powiedz mi tylko, czy chciałabyś pojechać do Anglii?  Stałam jak wryta patrząc na mamę. Nie miałam pojęcia, o co może jej chodzić.
- Aalee dllaczegoo? - Nie wiadomo z jakiego powodu mój głos zaczął się lekko trząść. Miałam wrażenie jakby mama chciała zapomnieć o tacie, wyjechać i nie wrócić. Nie mogę na to pozwolić, nie chcę aby popadł w zapomnienie.
- Sama nie wiem, jak zwięźle ci to wyjaśnić... - zaczęła - chodzi o to, że mogłybyśmy wyjechać. Tam mieszka rodzina taty, a dom właśnie przypadł na mnie... To ten dom, który Tata dostał w spadku po prababci. Muszę tam polecieć, bo jest dużo papierkowej roboty. A dom jest duży, gdybyśmy tam zamieszkały na jakiś czas, odpoczęły od Polski.
W momencie kiedy usłyszałam o rodzinie taty spadł mi kamień z serca. Nie zapomnimy o tacie, to może być też sposób do zbliżenia się do niego. W końcu to jego rodzina, jak i my.
- Dobrze - odpowiedziałam cicho i trochę niepewnie.
- Na pewno ci się tam spodoba - uśmiechnęła się - zacznij się dziś pakować, wylecimy pojutrze. Twoja walizka jest chyba w twoim pokoju, bo nigdzie nie mogłam jej znaleźć - zaśmiała się przyjaźnie.
Pobiegłam na górę i pierwsze co zrobiłam rzuciłam się na łóżko. Może to będzie czas na zaczęcie nowego rozdziału w życiu? Zmiana otoczenia... Zawsze się tego bałam. Boję się, że tam mnie nikt nie zaakceptuję lub Ja nie będę potrafiła zaakceptować nowego otoczenia. Nienawidzę tego uczucia... I nagle zaczęła się piosenka. Piosenka, dzięki której nie zwątpiłam w siebie, gdy było naprawdę źle.
''Please help me God
I feel so alone
I'm just a kid
I can't take it on my own...''
Do ich piosenek wiąże szczególną wartość. Każda w pewien sposób mi pomaga, ale też przywołuje wspomnienia związane z nią. Sami oni, ta dwójka chłopców, których nie znam osobiście ale dają wielkie szczęście i ich muzyka, która sprawia, że życie staje się tym najpiękniejszym. Wstałam z łóżka i zaczęłam pakować ubrania nucąc piosenkę.

Po trzech godzinach wybrałam i spakowałam wszystkie ubrania, w których chodzę, a te, w których nie chodzę włożyłam do worka i położyłam do szafki. Resztę rzeczy postanowiłam spakować jutro, w końcu wylatujemy za dwa dni.  Postanowiłam już nic dziś nie robić, tylko odpocząć od zbędnych myśli i od innych rzeczy. Przebrałam się w jedną z ulubionych piżam, które były na wierzchu walizki.

Szybko zrobiłam sobie coś do jedzenia i oczywiście herbatę, od której jestem niemalże uzależniona, a później siadłam wygodnie na łóżko i zaczęłam oglądać filmy na laptopie. Obejrzałam trzy części filmu 'Step Up', kocham ten film, mogę go oglądać nawet milion razy. Po skończonym seansie przejrzałam portale społecznościowe, odpisałam  na wiadomości i wstawiłam kilka postów na grupę BGE, czyli Best Group Ever <3. Nim się spostrzegłam była już godzina 20:30. Mama już pewnie wróciła z pracy, więc zeszłam, aby się z nią przywitać. Była u siebie w sypialni i czytała książkę.
-Hej mamo - przytuliłam ją.
- Hej, i jak pakowanie?
- Jutro po szkole dopakuję jeszcze inne rzeczy oprócz ubrań, a tak to dobrze. - Uśmiechnęłam się.
- Ooo... Zapominałabym, jutro już nie idziesz do szkoły. Dyrektor twojej szkoły był w pracy, więc odebrałam twoje świadectwo, bo miałam trochę czasu. Masz już wolne aż do rozpoczęcia.
Ucieszyłam się, bo kto by się nie ucieszył na wolny poniedziałek. Tylko będę musiała pogadać z przyjaciółmi... Mam nadzieję, że mnie zrozumieją. Jutro wszystko załatwię, a teraz nie będę sobie zaprzątać tym wszystkim głowy.
- Dziękuję mamo. - Uśmiechnęłam się kolejny raz, pocałowałam mamę w policzek i poszłam do swojego pokoju.
Dzień był pełen wrażeń. Jeszcze wczoraj nie wierzyłabym w żadne słowo, jeśli chodzi o wyjazd do Anglii, do rodziny taty. Teraz tylko to się liczy. Chciałabym przynajmniej pożegnać się z tatą, niestety nie zdążyłam. Na szczęście mam od niego naszyjnik, pamiętam jak dostałam go od niego na moje piąte urodziny. No teraz mam piętnaście lat i zawsze miałam go przy sobie, dawał mi siłę. Po chwili zdałam sobie sprawę, że siedzę na dywanie obok łóżka zamiast w łóżku. Ze zmęczenia nie potrafię nawet dotrzeć do łóżka, no trochę zabawne. Położyłam się na łóżku i nie wiem nawet Kiedy zasnęłam. Obudziły mnie jakieś szepty. Otworzyłam oczy i pierwsze co zauważyłam, to otwarte okno. Szybko wstałam i je zamknęłam upewniając się, że nikogo nie ma w pokoju. Położyłam się i chcąc dotknąć naszyjnik na szafce obok, spostrzegłam, że go nie ma. Byłam na tyle zaspana, że nie wiedziałam, co mam robić. Leżałam na łóżku przykryta kołdrą aż po samą głowę. Zasypiałam... Nagle usłyszałam znów otwierające się okno, a po nim głos:
- Wiem słoneczko, jak boli ta rozłąka, ale wytrzymasz. Nie jesteś w stanie pojąć, ile możesz wytrzymać. Jesteś w stanie o wiele więcej. Będę przy tobie zawsze, księżniczko... - Po ostatnim słowie słychać było tylko trzask oknem, a ja przestraszona i nie wiedząca, co się właśnie stało zasnęłam. Rano, kiedy się obudziłam starałam się przypomnieć co się stało. Po kilku długich minutach przypomniał mi się zarys całej sytuacji. W głowie słyszałam tylko ten cichy szept 'księżniczko', a przede mną zauważyłam coś, w co nie potrafiłam uwierzyć...




**kilka słów**
Hejka wszystkim! A więc jest rozdział, dość krótki ale chciałabym te moje pomysły (bo kilka ich mam) fajnie połączyć. Nie mam pojęcia czy to mi się uda, a znając mnie to nie wiem czy wypali xd. Zachęcam do komentowania hihi <3. Wiem pewnie nikt nie czyta takich notek, ale fajnie mi się je pisze, z czasem będą krótsze xd. Dziękuję, że przeczytaliście te moje 'wypociny' i myślę, że w następnych rozdziałach będzie się to rozgrywało tak bardziej noo.. Ciekawie xd. Btw powoli zaczynam szykować opis bohaterów. Mam nadzieję, że się podobało, jęsli macie jakieś uwagi to napiszcie <3.