Archiwum bloga

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział I / "I can't breathe, these words i can't speak..."


---------------------- Jessica---------------------
Kolejny beznadziejny poranek... Od śmierci taty wszystko jest takie inne. Pomyśleć, że minął tydzień od jego wypadku, a ja jednak nadal czuję taką samą pustkę w sercu jakby to zdarzyło się wczoraj. On był dla mnie takim wsparciem. Był ze mną zawsze. Tylko jemu pozwalałam mówić do mnie 'księżniczko'. Jest mi bardzo ciężko z tym wszystkim ale wiem, że muszę wziąć się w garść i być silna. Usiadłam na łóżku i włączyłam na telefonie playlistę 'Bars&Melody'. Te piękne głosy... Nie wyobrażam sobie jeśli miałabym stracić jeszcze ich muzykę. Za dużo rzeczy w życiu straciłam...
- Jess! Musimy porozmawiać, proszę  zejdź na dół! - Nałożyłam moje ciepłe skarpetki i zeszłam pospiesznie na dół. Mama siedziała przy stole z telefonem w ręce.
- Coś się stało mamo?
- Nie, nic takiego, przepraszam, jeśli cię wystraszyłam - uśmiechnęła się serdecznie - Nie wiem jak zacząć, bo jest to trudna decyzja, Ale myślę, że słuszna. Powiedz mi tylko, czy chciałabyś pojechać do Anglii?  Stałam jak wryta patrząc na mamę. Nie miałam pojęcia, o co może jej chodzić.
- Aalee dllaczegoo? - Nie wiadomo z jakiego powodu mój głos zaczął się lekko trząść. Miałam wrażenie jakby mama chciała zapomnieć o tacie, wyjechać i nie wrócić. Nie mogę na to pozwolić, nie chcę aby popadł w zapomnienie.
- Sama nie wiem, jak zwięźle ci to wyjaśnić... - zaczęła - chodzi o to, że mogłybyśmy wyjechać. Tam mieszka rodzina taty, a dom właśnie przypadł na mnie... To ten dom, który Tata dostał w spadku po prababci. Muszę tam polecieć, bo jest dużo papierkowej roboty. A dom jest duży, gdybyśmy tam zamieszkały na jakiś czas, odpoczęły od Polski.
W momencie kiedy usłyszałam o rodzinie taty spadł mi kamień z serca. Nie zapomnimy o tacie, to może być też sposób do zbliżenia się do niego. W końcu to jego rodzina, jak i my.
- Dobrze - odpowiedziałam cicho i trochę niepewnie.
- Na pewno ci się tam spodoba - uśmiechnęła się - zacznij się dziś pakować, wylecimy pojutrze. Twoja walizka jest chyba w twoim pokoju, bo nigdzie nie mogłam jej znaleźć - zaśmiała się przyjaźnie.
Pobiegłam na górę i pierwsze co zrobiłam rzuciłam się na łóżko. Może to będzie czas na zaczęcie nowego rozdziału w życiu? Zmiana otoczenia... Zawsze się tego bałam. Boję się, że tam mnie nikt nie zaakceptuję lub Ja nie będę potrafiła zaakceptować nowego otoczenia. Nienawidzę tego uczucia... I nagle zaczęła się piosenka. Piosenka, dzięki której nie zwątpiłam w siebie, gdy było naprawdę źle.
''Please help me God
I feel so alone
I'm just a kid
I can't take it on my own...''
Do ich piosenek wiąże szczególną wartość. Każda w pewien sposób mi pomaga, ale też przywołuje wspomnienia związane z nią. Sami oni, ta dwójka chłopców, których nie znam osobiście ale dają wielkie szczęście i ich muzyka, która sprawia, że życie staje się tym najpiękniejszym. Wstałam z łóżka i zaczęłam pakować ubrania nucąc piosenkę.

Po trzech godzinach wybrałam i spakowałam wszystkie ubrania, w których chodzę, a te, w których nie chodzę włożyłam do worka i położyłam do szafki. Resztę rzeczy postanowiłam spakować jutro, w końcu wylatujemy za dwa dni.  Postanowiłam już nic dziś nie robić, tylko odpocząć od zbędnych myśli i od innych rzeczy. Przebrałam się w jedną z ulubionych piżam, które były na wierzchu walizki.

Szybko zrobiłam sobie coś do jedzenia i oczywiście herbatę, od której jestem niemalże uzależniona, a później siadłam wygodnie na łóżko i zaczęłam oglądać filmy na laptopie. Obejrzałam trzy części filmu 'Step Up', kocham ten film, mogę go oglądać nawet milion razy. Po skończonym seansie przejrzałam portale społecznościowe, odpisałam  na wiadomości i wstawiłam kilka postów na grupę BGE, czyli Best Group Ever <3. Nim się spostrzegłam była już godzina 20:30. Mama już pewnie wróciła z pracy, więc zeszłam, aby się z nią przywitać. Była u siebie w sypialni i czytała książkę.
-Hej mamo - przytuliłam ją.
- Hej, i jak pakowanie?
- Jutro po szkole dopakuję jeszcze inne rzeczy oprócz ubrań, a tak to dobrze. - Uśmiechnęłam się.
- Ooo... Zapominałabym, jutro już nie idziesz do szkoły. Dyrektor twojej szkoły był w pracy, więc odebrałam twoje świadectwo, bo miałam trochę czasu. Masz już wolne aż do rozpoczęcia.
Ucieszyłam się, bo kto by się nie ucieszył na wolny poniedziałek. Tylko będę musiała pogadać z przyjaciółmi... Mam nadzieję, że mnie zrozumieją. Jutro wszystko załatwię, a teraz nie będę sobie zaprzątać tym wszystkim głowy.
- Dziękuję mamo. - Uśmiechnęłam się kolejny raz, pocałowałam mamę w policzek i poszłam do swojego pokoju.
Dzień był pełen wrażeń. Jeszcze wczoraj nie wierzyłabym w żadne słowo, jeśli chodzi o wyjazd do Anglii, do rodziny taty. Teraz tylko to się liczy. Chciałabym przynajmniej pożegnać się z tatą, niestety nie zdążyłam. Na szczęście mam od niego naszyjnik, pamiętam jak dostałam go od niego na moje piąte urodziny. No teraz mam piętnaście lat i zawsze miałam go przy sobie, dawał mi siłę. Po chwili zdałam sobie sprawę, że siedzę na dywanie obok łóżka zamiast w łóżku. Ze zmęczenia nie potrafię nawet dotrzeć do łóżka, no trochę zabawne. Położyłam się na łóżku i nie wiem nawet Kiedy zasnęłam. Obudziły mnie jakieś szepty. Otworzyłam oczy i pierwsze co zauważyłam, to otwarte okno. Szybko wstałam i je zamknęłam upewniając się, że nikogo nie ma w pokoju. Położyłam się i chcąc dotknąć naszyjnik na szafce obok, spostrzegłam, że go nie ma. Byłam na tyle zaspana, że nie wiedziałam, co mam robić. Leżałam na łóżku przykryta kołdrą aż po samą głowę. Zasypiałam... Nagle usłyszałam znów otwierające się okno, a po nim głos:
- Wiem słoneczko, jak boli ta rozłąka, ale wytrzymasz. Nie jesteś w stanie pojąć, ile możesz wytrzymać. Jesteś w stanie o wiele więcej. Będę przy tobie zawsze, księżniczko... - Po ostatnim słowie słychać było tylko trzask oknem, a ja przestraszona i nie wiedząca, co się właśnie stało zasnęłam. Rano, kiedy się obudziłam starałam się przypomnieć co się stało. Po kilku długich minutach przypomniał mi się zarys całej sytuacji. W głowie słyszałam tylko ten cichy szept 'księżniczko', a przede mną zauważyłam coś, w co nie potrafiłam uwierzyć...




**kilka słów**
Hejka wszystkim! A więc jest rozdział, dość krótki ale chciałabym te moje pomysły (bo kilka ich mam) fajnie połączyć. Nie mam pojęcia czy to mi się uda, a znając mnie to nie wiem czy wypali xd. Zachęcam do komentowania hihi <3. Wiem pewnie nikt nie czyta takich notek, ale fajnie mi się je pisze, z czasem będą krótsze xd. Dziękuję, że przeczytaliście te moje 'wypociny' i myślę, że w następnych rozdziałach będzie się to rozgrywało tak bardziej noo.. Ciekawie xd. Btw powoli zaczynam szykować opis bohaterów. Mam nadzieję, że się podobało, jęsli macie jakieś uwagi to napiszcie <3. 

środa, 24 lutego 2016

Prolog / "People come and go, but memories never fade''



Jej oczy, zawsze tak ciemne płonęły w blasku każdego uczucia. Ukłucie bólu, radość, czy smutek, ich blask był tak samo piękny... Herbaciane włosy codziennie układały się w ten sam nieład spadając drobnymi kosmykami na twarz, na której widniały jej delikatne usta. Nie potrafiły one nie uśmiechnąć się do samotnej osoby na ulicy... I mimo wad była piękna. Była... Niestety od czasu jej piętnastych urodzin wszystko zaczęło się zmieniać. Czerwcowy, deszczowy wieczór. Tego wieczoru Jessica miała już piętnaście lat, dokładnie obliczając piętnaście lat i jeden dzień. W ten wieczór gwiazdy na niebie były tak samo lśniące jak jej oczy w ostatnich chwilach.. Przypatrując się jednej z gwiazd, ta zaświeciła tak jasno, że nie dało się patrzeć. Jednak ona... Ona patrzyła, widziała dokładnie wszystko... Czuła się pewniej, czuła, że była sobą.. Piękną i spokojną chwilę zakończył głośny brzęk w kuchni. Jessica zbiegła na dół i jedyne, co potrafiła zrozumieć, było to, że jej ojciec już nie przyjedzie... Miliony łez, tysiące wspomnień, setki słów, ale jedna osoba... Jedna więź... Nie potrafiła w to uwierzyć... On już jest w innym świecie, on już tu nie wróci. Za to odgłosy szlochania wracają zbyt często... Nikt tego nie chciał.. I nagle wszystkie gwiazdy na niebie zgasły.. Jak jej oczy zabłądziły w ciemnościach pokoju, tak one zgubiły się na górze.. A sama dziewczyna właśnie w NIM zgubiła cząstkę siebie... ON, uroczy blondyn o pięknym i wyrazistym głosie. Znający porażkę, odrzucenie, ale także sukces. A w JEGO niebieskich oczach widać było każdy krok losu w JEGO stronę... Nie wiedział, co go czeka... Oboje nie mieli pojęcia o tym, jaką razem dysponują siłą, dopóki się nie poznają, a czy tak się stanie wie tylko los...





   **kilka słów**
Hej! To jest mój pierwszy blog i mam nadzieję, że Wam się spodoba. Postaram się dodać pierwszy rozdział pod koniec tego tygodnia, a jeśli nie będzie to na początku drugiego. W tej notce chciałabym bardzo podziękować Polci i Lidce za porady i ogólnie za wszystko, oczywiście gdyby nie porady dziewczyn to wyszło by z tego coś troszkę innego i gorszego. Dziękuję również Wam za to, że to przeczytaliście i mam nadzieję, że zostaniecie tu na dłużej. Jeśli macie jakieś uwagi, bądź chcecie powiedzieć mi coś innego napiszcie w komentarzu. Buziaki! :**