--------------------Charlie--------------------
Dziewczyna spała. Jej ciało leżało nieruchome, a zamknięte powieki pod światłem słonecznym zdawały się być sine.
Zobaczyłem jej dłoń. Ktoś trzymał jej rękę i mówił coś. Zdecydowałem się na przybliżenie i posłuchanie kawałka rozmowy. Jednak mimo wszystko nie mogłem rozpoznać kto siedzi przy spiacej Jessice.
- Masz naprawdę piękne włosy... I do tego tak słodko śpisz... Przepraszam, że ci to mówię, ale jesteś bardzo ładna - po tych słowach nieznajomy puścił rękę dziewczyny i pogłaskał ją po policzku.
Myślałem, że będzie chciał wyjść z pokoju, więc oddaliłem się do swojego. Leżałem ze słuchawkami w uszach. Nawet nie wiem, kiedy to się zdarzyło, że zasnąłem...
'' Every now and again we get that feeling
And the great big void inside us opens up
And I really wish that you could help
But my head is like a carousel
And I’m going round in circles, going round in circles''
---------------------Jessica--------------------
Obudziłam się. Kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem. Pamiętałam tylko, że był ze mną Charlie.
- Charlie! Charlie Joe Lenehan Green!!! - Krzyczałam, aby móc go zobaczyć. Wiedziałam, że nie wolno, ale trzeba czasem łamać zakazy.
-Heej, nie tak oficjalnie - szepnął otwierając drzwi.
Rozejrzał się, czy nikogo nie ma i wszedł do pokoju.
- Wyglądasz jakbyś dopiero co wstał - zaśmiałam się.
- No bo spałem, jest 5:50 - również się zaśmiał - mam nadzieję, że nie obudziłaś nikogo więcej.
- Spokojnie braciszku - odparłam, po czym złapałam go za rękę.
- Widzę masz dziś dobry humor - uśmiechnął się a ja się zaśmiałam.
- Chcę już wstać z łóżka i się rozejrzeć. Nie mam zielonego pojęcia nawet, gdzie właśnie leżę- odparłam.
- Dasz radę jeszcze poleżeć w niewiedzy - puścił mi oczko i wyszedł szybko.
Nie wiedziałam, dlaczego wyszedł. To było dziwne. I nawet nie wiem kiedy oczy ponownie mi się zamknęły i zmorzył mnie sen.
"Don't wake us up
We’d rather just keep dreaming
Cause the nightmares in our heads are bad enough
And I really wish that you could help
But my head is like a carousel
And I’m going round in circles, going round in circles "
Ja. Charlie. Brooke. I ktoś jeszcze. Jedziemy pewnym busem. Nasza trójka siedzi obok siebie, a kierowca kieruje dość szybko busem. Nagle czuję wielkie ukłucie w sercu, a Charlie patrzy się na mnie jak na demona. Nie mogę ruszyć się z miejsca. Nie mogę mrugać. Nie mogę oddychać. Tylko widzę. I słyszę. Widzę Charliego z przerażonymi oczami a słyszę... Cichy szept. Szept taki, jaki słyszałam już nie raz. Dobrze wiedziałam, kto to. Ale ton tego był jakby nakazujący. Jakby mój zmarły ojciec kazał mi robić co on chce. Próbowałam wyrwać się z uścisku szeptów, ale na próżno...
"S-P-I-R-I-T, spirit
Let's hear it
S-P-I-R-I-T, spirit
Let's hear it"
-Jessica! Wstawaj! - Usłyszałam głos Charliego - Lekarze mówią, że nie musisz już leżeć! Chodź, zabieram cię na lody.
-Dokładniej zabieramy - usłyszałam znajomy głos...
Jednak nie mogłam się dowiedzieć, kogo to był głos, bo drzwi szybko się zamknęły, a ostatnie słowa wypowiedziane już za drzwiami nakazały mi się przygotować. Nie czekałam już dłużej tylko weszłam do łazienki pod prysznic. Kropelki wody zmyły ze mnie wszystkie złe myśli i wspomnienia na tą chwilę. Nie chciałam o niczym myśleć, wspominać... Po prysznicu wytarłam włosy w ręcznik i ubrałam się.
Mokre włosy lekko wysuszyłam i związałam w wysokiego kucyka. Było dość ciepło, by ich nie suszyć tak dokładnie. Umyłam jeszcze zęby i wyszłam z łazienki, łapiąc za torebkę. Spakowałam do niej telefon, portfel i okulary przeciwsłoneczne. Później szybko wyszłam z pokoju. Byłam całkowicie zdezorientowana... Nie wiedziałam, gdzie jestem. Ale postanowiłam, że będę się zachowywać jakby nic się nie stało i jestem u siebie. W kuchni zobaczyłam Charliego.
- To gotowa? Idziemy? - Uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył, a ja kiwnęłam głową - To chodź siostrzyczko - założyliśmy buty i wyszliśmy. Kiedy znaleźliśmy się za drzwiami blondyn spoglądał na telefon. Udawałam, że tego nie widzę, ale było to lekko irytujące. Wyszliśmy poza furtkę i wtedy dopiero zamarłam. Złapałam Charliego za rękę, by nie upaść. Przed furtką stał sobie chłopak.
- Leondre... - Szepnęłam, na tyle głośno, że chłopak usłyszał.
- Tak, to ja - zaśmiał się - Cześć śpiąca królewno - puścił mi oczko, a ja poczułam, że mam łzy w oczach.
Widziałam, że do mnie podchodzi, rozejrzałam się w poszukiwaniu Charliego. Opierał się o furtkę i patrzył w telefon. Westchnęłam i chciałam odwrócić się i odejść, aby nie zobaczył moich łez. W ostatniej sekundzie poczułam, że łapie mnie za rękę.
- Heej, nie bój się - powiedział, a ja nie wytrzymałam i wtuliłam się w niego. Po kilkunastu sekundach puściłam bruneta.
- Przepraszam... - Wyjąkałam nie patrząc się na niego - Po prostu nie potrafię w to do końca uwierzyć...
- W to, że mnie przytuliłaś, czy, że jeszcze nie powiedziałaś, na jakie lody chcesz iść? - Uśmiechnął się - Ja osobiście uwielbiam czekoladowe, ale jeszcze bardziej lubię się przytulać - rozłożył ręce, a ja z uśmiechem go przytuliłam po raz drugi.
- Mogą być śmietankowe- zaśmiałam się wtulona w niego, on również.
- Dobra idziemy na te lody?! - Charlie wyskoczył jak spod ziemi.
- Ymm... Tak, tak... - Powiedziałam trochę zmieszana i oddaliłam się od Leondre.
Nic mnie już chyba nie zaskoczy... Chociaż tego pewna być nie mogę.
Szliśmy w ciszy. Ta cisza była dla mnie trochę krępująca, ale postanowiłam również nic nie mówić. Nie wiedziałam nawet, co mogłabym powiedzieć. W końcu doszliśmy do wielkiego centrum handlowego. Było naprawdę ogromne. Weszliśmy do środka, byłam pod wielkim wrażeniem, jak tutaj ładnie.
- To gdzie najpierw idziemy? - Spytał blondyn.
Na to pytanie jego przyjaciel wskazał dłonią jeden ze sklepów, po czym tam pobiegł. Był to sklep z pluszakami. Były najróżniejsze pluszaki. Małe i wielkie, z kreskówek lub znanych postaci, jak i też inne. Leondre biegał wyszukując różne pluszaki. Zachowywał się jak mały dzieciak, było to trochę zabawne. Po chwili zobaczyłam, że Charlie dołączył się do bruneta i obaj biegali po wielkim sklepie. Ja postanowiłam również się rozejrzeć, ale spokojnie, w przeciwieństwie do tamtej dwójki. Spojrzałam na nich jeszcze raz i lekko się zaśmiałam, a potem zaczęłam przechadzać się pomiędzy półkami wypełnionymi misiami. Nagle zobaczyłam półkę z pluszakami, które musiały mieć około dwóch metrów, jednak naprzeciwko była półka z małymi misiami. Podeszłam do półeczki i od razu chwyciłam jednego pluszaka. Była to maleńka gwiazdka z uśmiechem. Wyglądała bardzo, bardzo słodko. Stojąc tak chwilę zauważyłam chłopców płacących za coś przy kasie. Zostawiłam pluszową gwiazdkę i podeszłam do nich mówiąc, że zaczekam przed sklepem. Usiadłam na ławce, po chwili usłyszałam pewien głos.
- I tak mi nie uciekniesz... Znajdę cię księżniczko...
Słysząc ten szept od razu zerwałam się z ławki i zaczęłam się rozglądać lekko przestraszona. Nikogo nie było. Zobaczyłam tylko wychodzących ze sklepu chłopców. Trzymali jedną torbę.
- Patrz, co udało nam się znaleźć! - Wykrzyknął Charlie.
- Co myślisz o tym, że obejrzę to, gdy wrócimy do domu? - Spytałam lekko zamyślona.
Chłopak zakiwał głową i ruszyliśmy w stronę kolejnych sklepów. Szliśmy pomiędzy sklepami oglądając różne rzeczy. Minęło tak półtorej godziny. Później usiedliśmy, aby zjeść lody. Zamówiłam sobie lody śmietankowe, Leondre czekoladowe, a Charlie truskawkowe. Nie potrafiłam wyrzucić z myśli tego, co stało się, kiedy siedziałam sama na ławce, ale nie chciałam też nikomu o tym mówić, w końcu Charlie cały czas patrzył na telefon, więc komu innemu mogłabym powiedzieć... Po pewnym czasie byliśmy już w domu. Z radością zapoznałam się z mamą Leo i jego siostrą, są bardzo miłe. Zjedliśmy jedzenie przygotowane przez panią Victorię i każdy udał się do swojego pokoju. Siedziałam na łóżku i po prostu się uśmiechałam, aż nagle do pokoju weszli chłopcy.
-Hej, nie mieliśmy jeszcze okazji ci tego dać - zacząć Leo i wręczył mi torbę ze sklepu z pluszakami. Otworzyłam je, a tam były maskotki obu chłopców
- dla najlepszej bambino - uśmiechnął się Charlie - dla mojej siostrzyczki - zauważyłam jednak, że jest tam coś jeszcze. Wyjęłam te rzeczy, była to koperta i pluszowa gwiazdka. Po tym kiedy wyjęłam gwiazdkę popatrzyłam się na chłopców. Leondre podszedł i mnie przytulił, a Charlie zaczął śpiewać ''You're my shining star''. To było piękne, po raz kolejny miałam łzy w oczach. Siedzieliśmy tak chwilę, później zaczęliśmy wszyscy we trójkę śpiewać różne piosenki. Charliemu wychodziło to najlepiej, ale było bardzo zabawnie. Czułam się szczęśliwa... Po jakimś czasie Leondre poszedł już pod prysznic, bo strasznie wybrudził się sokiem, który piliśmy ale Charlie wyglądał na zakłopotanego.
- Możemy porozmawiać? - Jego głos brzmiał bardzo przejmująco...
Obudziłam się. Kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem. Pamiętałam tylko, że był ze mną Charlie.
- Charlie! Charlie Joe Lenehan Green!!! - Krzyczałam, aby móc go zobaczyć. Wiedziałam, że nie wolno, ale trzeba czasem łamać zakazy.
-Heej, nie tak oficjalnie - szepnął otwierając drzwi.
Rozejrzał się, czy nikogo nie ma i wszedł do pokoju.
- Wyglądasz jakbyś dopiero co wstał - zaśmiałam się.
- No bo spałem, jest 5:50 - również się zaśmiał - mam nadzieję, że nie obudziłaś nikogo więcej.
- Spokojnie braciszku - odparłam, po czym złapałam go za rękę.
- Widzę masz dziś dobry humor - uśmiechnął się a ja się zaśmiałam.
- Chcę już wstać z łóżka i się rozejrzeć. Nie mam zielonego pojęcia nawet, gdzie właśnie leżę- odparłam.
- Dasz radę jeszcze poleżeć w niewiedzy - puścił mi oczko i wyszedł szybko.
Nie wiedziałam, dlaczego wyszedł. To było dziwne. I nawet nie wiem kiedy oczy ponownie mi się zamknęły i zmorzył mnie sen.
"Don't wake us up
We’d rather just keep dreaming
Cause the nightmares in our heads are bad enough
And I really wish that you could help
But my head is like a carousel
And I’m going round in circles, going round in circles "
Ja. Charlie. Brooke. I ktoś jeszcze. Jedziemy pewnym busem. Nasza trójka siedzi obok siebie, a kierowca kieruje dość szybko busem. Nagle czuję wielkie ukłucie w sercu, a Charlie patrzy się na mnie jak na demona. Nie mogę ruszyć się z miejsca. Nie mogę mrugać. Nie mogę oddychać. Tylko widzę. I słyszę. Widzę Charliego z przerażonymi oczami a słyszę... Cichy szept. Szept taki, jaki słyszałam już nie raz. Dobrze wiedziałam, kto to. Ale ton tego był jakby nakazujący. Jakby mój zmarły ojciec kazał mi robić co on chce. Próbowałam wyrwać się z uścisku szeptów, ale na próżno...
"S-P-I-R-I-T, spirit
Let's hear it
S-P-I-R-I-T, spirit
Let's hear it"
-Jessica! Wstawaj! - Usłyszałam głos Charliego - Lekarze mówią, że nie musisz już leżeć! Chodź, zabieram cię na lody.
-Dokładniej zabieramy - usłyszałam znajomy głos...
Jednak nie mogłam się dowiedzieć, kogo to był głos, bo drzwi szybko się zamknęły, a ostatnie słowa wypowiedziane już za drzwiami nakazały mi się przygotować. Nie czekałam już dłużej tylko weszłam do łazienki pod prysznic. Kropelki wody zmyły ze mnie wszystkie złe myśli i wspomnienia na tą chwilę. Nie chciałam o niczym myśleć, wspominać... Po prysznicu wytarłam włosy w ręcznik i ubrałam się.
Mokre włosy lekko wysuszyłam i związałam w wysokiego kucyka. Było dość ciepło, by ich nie suszyć tak dokładnie. Umyłam jeszcze zęby i wyszłam z łazienki, łapiąc za torebkę. Spakowałam do niej telefon, portfel i okulary przeciwsłoneczne. Później szybko wyszłam z pokoju. Byłam całkowicie zdezorientowana... Nie wiedziałam, gdzie jestem. Ale postanowiłam, że będę się zachowywać jakby nic się nie stało i jestem u siebie. W kuchni zobaczyłam Charliego.
- To gotowa? Idziemy? - Uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył, a ja kiwnęłam głową - To chodź siostrzyczko - założyliśmy buty i wyszliśmy. Kiedy znaleźliśmy się za drzwiami blondyn spoglądał na telefon. Udawałam, że tego nie widzę, ale było to lekko irytujące. Wyszliśmy poza furtkę i wtedy dopiero zamarłam. Złapałam Charliego za rękę, by nie upaść. Przed furtką stał sobie chłopak.
- Leondre... - Szepnęłam, na tyle głośno, że chłopak usłyszał.
- Tak, to ja - zaśmiał się - Cześć śpiąca królewno - puścił mi oczko, a ja poczułam, że mam łzy w oczach.
Widziałam, że do mnie podchodzi, rozejrzałam się w poszukiwaniu Charliego. Opierał się o furtkę i patrzył w telefon. Westchnęłam i chciałam odwrócić się i odejść, aby nie zobaczył moich łez. W ostatniej sekundzie poczułam, że łapie mnie za rękę.
- Heej, nie bój się - powiedział, a ja nie wytrzymałam i wtuliłam się w niego. Po kilkunastu sekundach puściłam bruneta.
- Przepraszam... - Wyjąkałam nie patrząc się na niego - Po prostu nie potrafię w to do końca uwierzyć...
- W to, że mnie przytuliłaś, czy, że jeszcze nie powiedziałaś, na jakie lody chcesz iść? - Uśmiechnął się - Ja osobiście uwielbiam czekoladowe, ale jeszcze bardziej lubię się przytulać - rozłożył ręce, a ja z uśmiechem go przytuliłam po raz drugi.
- Mogą być śmietankowe- zaśmiałam się wtulona w niego, on również.
- Dobra idziemy na te lody?! - Charlie wyskoczył jak spod ziemi.
- Ymm... Tak, tak... - Powiedziałam trochę zmieszana i oddaliłam się od Leondre.
Nic mnie już chyba nie zaskoczy... Chociaż tego pewna być nie mogę.
Szliśmy w ciszy. Ta cisza była dla mnie trochę krępująca, ale postanowiłam również nic nie mówić. Nie wiedziałam nawet, co mogłabym powiedzieć. W końcu doszliśmy do wielkiego centrum handlowego. Było naprawdę ogromne. Weszliśmy do środka, byłam pod wielkim wrażeniem, jak tutaj ładnie.
- To gdzie najpierw idziemy? - Spytał blondyn.
Na to pytanie jego przyjaciel wskazał dłonią jeden ze sklepów, po czym tam pobiegł. Był to sklep z pluszakami. Były najróżniejsze pluszaki. Małe i wielkie, z kreskówek lub znanych postaci, jak i też inne. Leondre biegał wyszukując różne pluszaki. Zachowywał się jak mały dzieciak, było to trochę zabawne. Po chwili zobaczyłam, że Charlie dołączył się do bruneta i obaj biegali po wielkim sklepie. Ja postanowiłam również się rozejrzeć, ale spokojnie, w przeciwieństwie do tamtej dwójki. Spojrzałam na nich jeszcze raz i lekko się zaśmiałam, a potem zaczęłam przechadzać się pomiędzy półkami wypełnionymi misiami. Nagle zobaczyłam półkę z pluszakami, które musiały mieć około dwóch metrów, jednak naprzeciwko była półka z małymi misiami. Podeszłam do półeczki i od razu chwyciłam jednego pluszaka. Była to maleńka gwiazdka z uśmiechem. Wyglądała bardzo, bardzo słodko. Stojąc tak chwilę zauważyłam chłopców płacących za coś przy kasie. Zostawiłam pluszową gwiazdkę i podeszłam do nich mówiąc, że zaczekam przed sklepem. Usiadłam na ławce, po chwili usłyszałam pewien głos.
- I tak mi nie uciekniesz... Znajdę cię księżniczko...
Słysząc ten szept od razu zerwałam się z ławki i zaczęłam się rozglądać lekko przestraszona. Nikogo nie było. Zobaczyłam tylko wychodzących ze sklepu chłopców. Trzymali jedną torbę.
- Patrz, co udało nam się znaleźć! - Wykrzyknął Charlie.
- Co myślisz o tym, że obejrzę to, gdy wrócimy do domu? - Spytałam lekko zamyślona.
Chłopak zakiwał głową i ruszyliśmy w stronę kolejnych sklepów. Szliśmy pomiędzy sklepami oglądając różne rzeczy. Minęło tak półtorej godziny. Później usiedliśmy, aby zjeść lody. Zamówiłam sobie lody śmietankowe, Leondre czekoladowe, a Charlie truskawkowe. Nie potrafiłam wyrzucić z myśli tego, co stało się, kiedy siedziałam sama na ławce, ale nie chciałam też nikomu o tym mówić, w końcu Charlie cały czas patrzył na telefon, więc komu innemu mogłabym powiedzieć... Po pewnym czasie byliśmy już w domu. Z radością zapoznałam się z mamą Leo i jego siostrą, są bardzo miłe. Zjedliśmy jedzenie przygotowane przez panią Victorię i każdy udał się do swojego pokoju. Siedziałam na łóżku i po prostu się uśmiechałam, aż nagle do pokoju weszli chłopcy.
-Hej, nie mieliśmy jeszcze okazji ci tego dać - zacząć Leo i wręczył mi torbę ze sklepu z pluszakami. Otworzyłam je, a tam były maskotki obu chłopców
- dla najlepszej bambino - uśmiechnął się Charlie - dla mojej siostrzyczki - zauważyłam jednak, że jest tam coś jeszcze. Wyjęłam te rzeczy, była to koperta i pluszowa gwiazdka. Po tym kiedy wyjęłam gwiazdkę popatrzyłam się na chłopców. Leondre podszedł i mnie przytulił, a Charlie zaczął śpiewać ''You're my shining star''. To było piękne, po raz kolejny miałam łzy w oczach. Siedzieliśmy tak chwilę, później zaczęliśmy wszyscy we trójkę śpiewać różne piosenki. Charliemu wychodziło to najlepiej, ale było bardzo zabawnie. Czułam się szczęśliwa... Po jakimś czasie Leondre poszedł już pod prysznic, bo strasznie wybrudził się sokiem, który piliśmy ale Charlie wyglądał na zakłopotanego.
- Możemy porozmawiać? - Jego głos brzmiał bardzo przejmująco...
*kilka słów*
Dawno mnie tutaj nie było, przepraszam, ale strasznie dużo rzeczy ostatnio mam na głowie, choroba itd.. Trochę to zajęło, ale powracam i mam nadzieję, że rozdział się podoba. Potrzeba mi trochę motywacji, więc proszę, jeśli czytasz to napisz komentarz, choćby kropkę <3. Na teraz się żegnam i do następnego rozdziału! <3
