Archiwum bloga

piątek, 11 marca 2016

Rozdział II / "Do you know, what you got yourself into

-------------------Jessica-------------------

- Tato!!! - krzyknęłam.
 Przy mojej nocnej szafce widziałam obraz mojego taty. To on, tylko jak to...? Przecież on nie żyje... Pobiegłam do szafki a wówczas on zniknął. Jak dotąd stał w bez ruchu wpatrując się we mnie z uśmiechem, tak nagle zniknął. Nie rozumiem, dlaczego... Nie rozumiem tej całej sytuacji, przecież już go tu nie ma... Na szafce leżała dziwna koperta a na niej mój naszyjnik, którego nie mogłam wcześniej znaleźć. Wzięłam kopertę do ręki i już miałam otwierać, kiedy zauważyłam na niej malutki napis. ''Jeśli otworzysz ją w złej chwili, w kopercie nic nie będzie''.
-A kiedy Ja mam wiedzieć, kiedy będzie ten właściwy moment? - Spytałam sama siebie zdezorientowana.
- Będziesz wiedzieć, księżniczko - dziwny głos przerwał moje zamysły.
To wszystko jest takie dziwne. Z wielkim zdziwieniem i coraz mniejszą ciekawością schowałam kopertę pod poduszkę. Wszystko ucichło. Zupełnie tak, jakby nic się nie wydarzyło. Zwyczajny poranek... Ostatnio zbyt dużo rzeczy się dzieje. Spojrzałam na godzinę. Była 9:30, więc moja klasa kończy lekcje za 4 godziny. Muszę się z nią pożegnać.
Po piętnastu minutach zamyślenia postanowiłam, że wyjdę do sklepu i kupię każdemu z klasy jakiś mały prezent, na pamiątkę po mnie. Zanim uda mi się wybrać odpowiednie rzeczy to trochę mi zajmie, więc zaczęłam szykować się do wyjścia. Na szczęście  zostawiłam sobie dwa niespakowane zestawy do ubrania na ostatnie dni w Polsce. Ubrałam na siebie jeden z nich.

Zjadłam pyszne śniadanie zrobione przez moją mamę, z którą się później pożegnałam i wyszłam do centrum. Szłam pieszo całe dwadzieścia minut, wolałam dziś zrobić sobie spacer w towarzystwie muzyki i słuchawek. Kiedy byłam już w galerii od razu zauważyłam stoisko z zapachowymi świeczkami. Kupiłam 15 świeczek w kształcie serc, każde w innym kolorze. W klasie jest 20 osób nie licząc mnie, więc jeszcze 5 super prezentów dla mojej paczki. Muszę się postarać, bo są jednymi z tych osób w moim życiu, które po prostu były, są i będą, mimo tych kilometrów, wiem to. Ja też zawsze będę przy nich. Szłam długim, prostym korytarzem z nadzieją, że znajdę coś takiego, co każdego ucieszy. I zobaczyłam stoisko z płytami i plakatami... To było coś pięknego, wiedziałam od razu, że spodoba się Pauli. Od razu tam podbiegłam i kupiłam dwa plakaty 1D i całą kolekcję płyt. Wszystko zapakowałam w czarno-białą torbę i poszłam szukać kolejnych prezentów.
O 12:45 miałam już wszystkie prezenty. Myślę, że trafiłam w gust moich przyjaciół, znamy się w końcu od dziecka. Wyszłam z galerii i ruszyłam na przystanek, gdzie za kilka minut miał się pojawić autobus prowadzący między innymi do szkoły. Pół godziny po tym byłam przed szkołą i czekałam na moją klasę. Najpierw wychodziły młodsze klasy, a później moja. Wychodzili uczeń za uczniem a ja każdemu dawałam po prezencie, tylko nie było nikogo z moich przyjaciół. Oni pewnie jak zwykle siedzą jeszcze w szatni. Zauważyłam, że każda osoba, która została obdarowana stoi jeszcze i patrzy się na mnie, a po chwili wszyscy podeszli i zaczęli mnie przytulać. Wszyscy mówili, że będą tęsknić, żebym ich odwiedziła jak przyjadę, jejciu miałam łzy w oczach. Kiedy zobaczyłam wychodzącego ze szkoły Emi z Dawidem a za nimi Filipa, Paulę i Michała łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Podeszłam do nich, oni jeszcze nie wiedzieli...
-Jaa... Wyjeżdżam - wydusiłam przez łzy - nie wiem na ile, ale to dla was, proszę nie zapomnijcie o mnie.. -w tym momencie rozpłakałam się na dobre, a oni wszyscy podeszli, odłożyli prezenty obok i mnie przytulili.
-Po prostu o nas pamiętaj, a my będziemy żyć w twoim sercu...-Szepnęła mi do ucha Emi. Oni wszyscy zawsze ze mną byli, nie wiem, czy dam radę bez nich... Kolejne łzy napłynęły mi do oczu, szybko je przetarłam. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy przechodziłam obok uliczki z pomnikami poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramię.
-Idę tą samą drogą, pamiętasz Jess?-To był Dawid. Zawsze wracaliśmy razem ze szkoły, połowę drogi do domu mieliśmy taką samą. Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Czuję, że skończyłoby się na kolejnych łzach. Kącikami oczu zauważyłam, że przygląda mi się nieswojo.
-No tak, rzeczywiście zapomniałam. Idziemy?-Zmusiłam się na uśmiech. I wtedy, gdy moje oczy powędrowały na jeden z pomników, który stał za Dawidem zobaczyłam, to, czego się nie spodziewałam. On tam stał, patrzył się na mnie. Udawałam, że go nie widzę, w końcu nie jest to możliwe, aby zobaczyć swojego ojca, gdy tak na prawdę już nie powinno się go widzieć.
-Heej?! Jessica? Co się dzieje?-Dawid zauważył, że nad czymś myślę i wymachiwał mi ręka przed twarzą.
-Jest dobrze, przepraszam. Zamyśliłam się. Będzie mi was wszystkich tak bardzo brakować....-Starałam się skupić na rozmowie i również nie płakać.
Idąc razem i rozmawiając o tym całym wyjeździe minęło 15 minut i naszła kolej na rozstanie.
-Wiesz Jess... Dziękuję ci. Dziękuję, że byłaś, jesteś i mam nadzieję będziesz. Nasz kontakt nie może się urwać i całej naszej paczki. Pomimo kilometrów zawsze będziesz częścią nas, pamiętaj-przytulił mnie.
-Dawid, obiecuje, że postaram się regularnie was odwiedzać albo zabierać was do siebie. Nie wyobrażam sobie kolejnych dni bez kontaktu z wami. Moja mama pewnie czeka na mnie, muszę się jeszcze dopakować-Uśmiechnęłam się blado.
Po pożegnaniu wracałam do domu. Nie zważałam na to, że lecą mi łzy po policzkach. Nikt nawet się nie przyglądał, to dobrze. Po powrocie do domu weszłam do pokoju i szybko dopakowałam rzeczy ułożone obok biurka. Nie jest ich zbyt mało, ale za dużo też nie, więc w sam raz. Zaczęłam później robić obiad, aby zająć się czymś i nie myśleć o niczym. Po godzinie obiad był gotowy, więc zawołałam mamę i razem go zjadłyśmy. Mówiła, że jej smakował, chociaż mi nawet też. Zaczęłyśmy z mamą oglądać stare seriale, które mama znalazła pakując się. Minęło nam tak to 19:00. Szybko minął ten czas, nie potrafię sobie wyobrazić, że za niecałe 12 godzin będę już na lotnisku lub w drodze... Wszystko dzieje się zbyt szybko, i wspomnień przez to też robi się zbyt dużo... Uznałam, że pójdę się położyć, bo jutro o 3:30 pobudka i szybkie zbieranie się, lot mamy w Warszawie więc wyjdziemy o 4:00 to będą 3 godziny jazdy a później czekanie na lotnisku do 7:55. Czekać nie będziemy zbyt długo, przynajmniej tak mi się wydaje. Po prysznicu położyłam się do łóżka ze słuchawkami w uszach. Przed oczami miałam wszystko, co wydarzyło się dzisiaj. Tata, przyjaciele, a potem znowu tata... Zaczyna mi się nie mieścić to wszystko w głowie. Zbyt dużo myślałam, ale strasznie przeżywam te rozstania. Nie chcę ich wszystkich stracić...
''Heart stops, skips the beat''
Nagle cały świat przez chwilę zawirował, moje ciało stawało się coraz cięższe tak samo działo się z powiekami. Zasnęłam...





**kilka słów**
Oki, nie wiem czemu jak zaczynam notkę, to zawsze piszę to "kilka słów'' xD. Rozdział dłuższy niż poprzedni, mam nadzieję, że się spodobał. Jeśli chcecie, aby rozdziały były krótsze albo dłuższe to napiszcie w komentarzu. Jeśli też macie jakieś uwagi to możecie napisać bo tak na prawdę dopiero zaczynam pisać. Napiszcie, jak często chcecie rozdziały, to przemyślę, w jaki dzień będą się pojawiać tak regularnie rozdziały. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu ;** ;*

2 komentarze:

  1. Mega jestem ciekawa o co chodzi z tą kopertą :D
    Rozdział jak zwykle super :*
    Czekam na następny :)
    Monika z BGE ��

    OdpowiedzUsuń