Archiwum bloga

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział V cz II / "As the days go by the night's on fire"


['' - Proszę cię wyrzuć to, nie możemy się narażać. Wiem, jakie to może być trudne, ale tu chodzi o życie Jess... '']

--------------------Charlie--------------------

Dziewczyna patrzyła się na mnie swoimi dużymi oczami. Jednak nie próbowała pozbyć się naszyjnika, trzymała go mocno w dłoni, a ja stawałem się coraz bardziej zaniepokojony. Odwróciłem wzrok, aby pomyśleć, co możemy zrobić w takiej sytuacji, ale chyba nie jest możliwe, by uniknąć spotkania z jej ojcem. W końcu znowu popatrzyłem na Jessicę.
- Proszę cię, chyba ty też nie chcesz mieć niemiłych spotkań z tatą...
- Ja... Wiem. Wiem, co mam zrobić - była jakby zahipnotyzowana, cały czas się na mnie patrzyła, nawet nie mrugając. Akurat wiedziałem, kogo to mogła być sprawka, więc odsunąłem się troszkę.

"Tell me would you kill to save a life?"

Nagle rzuciła naszyjnik na podłogę i zaczęła go deptać cały czas patrząc mi się w oczy z kamienną twarzą. Czułem jak dreszcze przechodzą po moich plecach. Wiedziałem, że jest tu coś nie tak. Odwróciłem wzrok, który chcąc, nie chcąc skierował się na lusterko kierowcy. Na chwilę zamarłem, ale dość szybko się ocknąłem. Pewnie dlatego, że kierowca zobaczył mnie i zaczął z dość dużej prędkości wolno hamować. Moje ręce zadrżały, a ja szybko złapałem Brooke i wziąłem ją na ręce i Jessicę za jedną rękę. Nastolatka nie była zachwycona i wydawała się, jakby była nieobecna przez kilkanaście minut. Na szczęście zachowywała się już bardziej podobnie do siebie. Podeszliśmy do drzwi busa, które natychmiast otworzyłem. Szum powietrza dawał znak, że nie zdążyliśmy jeszcze bardzo zwolnić, ale też, że mamy coraz mniej czasu do ucieczki.


"Crash, crash, burn, let it all burn
This hurricane's chasing us all underground"


- Czy mogę się dowiedzieć, co ty wyprawiasz?! - Przez szum przebił się krzyk Jessici. Nie było czasu na wyjaśnienia.
- Po prostu skacz na mój znak! - Poczułem, jak moja młodsza siostra próbuje schować się w moich ramionach, puściłem Jessicę i przytuliłem małą - Twój ojciec prowadzi bus!!! - Wykrzyczałem, a jej ręka zacisnęła się mocno na mojej koszuli.
- Skaczmy już!!! - Usłyszałem głos dziewczyny, po czym ona puściła moją rękę i wyskoczyła.
Było za wcześnie na skok. Zbyt duża prędkość...

"Where did you go?"

 Czułem jak nogi uginają się pode mną, ale ścisnąłem mocno Brooke i skoczyłem. Wszystko działo się tak szybko. Zdałem sobie sprawę, że już nie wirujemy w powietrzu, kiedy poczułem wielki kamień wbijający się w moje plecy. Zerwałem się szybko z miejsca i rozmasowałem obolałe plecy, rozglądając się. Brooke siedziała na ziemi, widać było, że nic jej się nie stało. Uśmiechnąłem się i zacząłem szukać wzrokiem Jessici. Zobaczyłem ją leżącą na piasku. Nie ruszała się. Podbiegłem szybko do niej i sprawdziłem puls oraz, czy oddycha. Przeniosłem ją na trawę a jej głowę oparłem o moje nogi. Szybko wykręciłem numer, po czym usłyszałem znajomy głos po drugiej stronie.
- Charlie jeśli mam z tobą zagrać w tą nudną grę to wiedz, że...
- 30 kilometrów od Port Talbot jest pole!!! Tam siedzi dwójka rodzeństwa, a ich siostra cioteczna leży nieprzytomna!!! - Przerwałem krzykiem.
- Dobra, rozumiem. Czekajcie tam! - Po tych słowach głos w słuchawce się urwał, a ja odłożyłem telefon.
Wyjąłem z plecaka chusteczki i zacząłem wycierać kapiącą krew z głowy dziewczyny.

"No matter how many breaths that you took, you still couldn't breathe"

Nim się obejrzałem przede mną stali dwaj panowie ubrani w białe fartuchy, a za nimi stał ambulans. Wzięli Jessicę na noszę, po czym wprowadzili do środka pojazdu. Ja i Brooke również weszliśmy do środka. Robili nam badania, ale o wiele bardziej zajmowali się Jess, w końcu to ona była nieobecna. Nadal leżała iiii... Tylko tyle.

"The prayers that we had prayed were like a drug"

Kiedy minęło już jakieś piętnaście minut ambulans się zatrzymał. Ale dziewczyna nadal leżała, jakby spała i nie zważała na to, co dzieje się wokół niej. Stanąłem na asfalt i zachłysnąłem się świeżym powietrzem. Rozglądałem się, aż w końcu zauważyłem przyjaciela. Leondre stał przed bramą, za nią był chodnik, który prowadził do drzwi wejściowych do domu.
- Dobrze, że zadzwoniłeś Charlie - głos Leo wyrwał mnie z zamyśleń.
- Tak... Dziękuję ci za to... - Odparłem trochę zmęczony, ale też zamyślony.
- Słuchaj, mamy dla was wolne pokoje, co myślisz? - Mimo wszystkiego co się działo widać było uśmiech w jego oczach.
- Musimy porozmawiać - powiedziałem już bardziej stanowczo. Odeszliśmy trochę dalej i zacząłem kontynuować - Wiesz, dlaczego tu jesteśmy? - Leo wyglądał na zdezorientowanego, i to bardzo - To wszystko, że znaleźliśmy się tutaj i na tym polu to sprawka jednej, tej samej osoby.
- No? Kogo? - głos bruneta był przesączony niepokojem.
- Malfoya... - Mówiąc to, spuściłem głowę. Wiedziałem, że Leo wie, o co chodzi. Zawsze mówiłem mu o wszystkim.
- Dobra... No... Mało wiem, co powiedzieć, bo noo... Sam widzisz... Trudno mi to przyswoić do wiadomości, ale teraz musicie tu zostać na dłużej. Serio, poza tym, ta dziewczyna w aucie jeszcze się nie obudziła...
- To moja siostra cioteczna Leo - uśmiechnąłem się.
- Widać, że jest silna i, że się szybko obudzi, to raczej nie śpiączka.
- Miejmy nadzieję - powiedziałem, a potem poszliśmy szykować pokoje.


"No matter how many deaths that I die I will never forget
No matter how many lives that I live I will never regret
There is a fire inside of this heart and a riot about to explode into flames
Where is your God?"


Lekarze wnieśli Jessicę do jej wybranego pokoju i zaczęli dawać jej jakieś leki dożylnie.
 Pomogły. Dziewczyna otworzyła oczy.  Od razu, kiedy usłyszałem jej głos zawołałem lekarzy, a oni znów zaczęli ją badać. Słyszałem, że chyba jest wszystko dobrze, ale lepiej by było, gdyby poleżała kilka dni. Do jej pokoju wchodzić mogła podobno tylko mama Leondre i lekarze. Nikt inny, nawet ja...
Jednak przechodząc kolejny raz obok pokoju nastolatki, usłyszałem głos, którego jeszcze nigdy w tym pokoju nie słyszałem. Jednak był on znajomy. I to bardzo. Postanowiłem uchylić lekko drzwi od pokoju Jess...



**kilka słów**
W tym rozdziale chyba pojawiło się więcej cytatów z piosenki, albo tylko mi się wydaje. I nie wiem, czy nie jest za krótki, ale w końcu to druga część rozdziału, więc myślę, że nie jest tak źle. Mam nadzieję, że ogólnie rozdział się podoba. Cały rozdział jest napisany z perspektywy Charliego. 19.04-jest to wtorek, pojutrze będzie na blogu pewna niespodzianka z powodu moich urodzin. Myślę, że Wam się spodoba.I BARDZO DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE WYŚWIETLENIA! ŁĄCZNA LICZBA WYŚWIETLEŃ WYNOSI PONAD 1000! DOKŁADNIE 1078 NA TEN MOMENT! DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY TO CZYTAJĄ I ZA KOMENTARZE! DZIĘKUJĘ POLCI, LIDCE, MONICE, ANI I WSZYSTKIM! DZIĘKUJĘ TEŻ SANDRZE! <3 MIŁEGO DNIA I JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz